poniedziałek, 2 lutego 2015

14. „Więzień labiryntu: Tom 1” – James Dashner

http://vignette4.wikia.nocookie.net/trylogia-labiryntu/images/3/3b/The_maze_runner_4.jpg/revision/latest?cb=20140921141217&path-prefix=pl







Tytuł oryginalny: The Maze Runner
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Liczba stron: 424
Okładka: Miękka
Gatunek: Fantasy
Moja ocena: 10/10











Kiedy Thomas budzi się w ciemnej windzie, jedyną rzeczą którą pamięta jest jego imię. Nie wie kim jest ani dokąd zmierza. Jednak to nie wszystko - kiedy winda się zatrzymuje i drzwi się otwierają jego oczom ukazuje się grupka dzieciaków, która wita go w Strefie - otwartej przestrzeni otoczonej murami znajdującej się w samym centrum przerażającego i tajemniczego Labiryntu.

Podobnie jak Thomas, żaden z obecnych tu chłopców nie wie dlaczego tu jest oraz jak się tu dostał. Wszyscy wiedzą natomiast, że każdego ranka, gdy kamienne mury otaczającego ich Labiryntu rozsuną się, zaryzykują swoje życie by się tego dowiedzieć, nawet za cenę spotkania ze Strażnikami - pół-maszynami, pół-bestiami, przemierzającymi jego mroczne korytarze.




Na początku słyszałam o filmie, którego premiera miała miejsce w tamtym roku i powiem szczerze, zaciekawiła mnie ta historia. Niestety z bliżej nieokreślonego powodu nie poszłam do kina na „Więźnia...” (który z resztą podobno jak to zwykle znacznie różni się od książki), więc gdy koleżanka z klasy pożyczyła mi ją, bardzo się ucieszyłam.

W zasadzie gdybym wcześniej nie czytała opisu, pierwsze rozdziały za wiele by mi nie powiedziały. Tak to już jest, że na początku nie wiemy nic. Jednak z każdym rozdziałem nasza wiedza powiększała się, a w przypadku „Więźnia labiryntu” jest to dość spora dawka informacji. Thomas wydostaje się z Pudła, jeszcze nawet nie wiedząc czym ono jest, nie wie też gdzie jest, a towarzyszący mu Streferzy nie pomagają. Tak naprawdę to nikt nie chce powiedzieć chłopakowi po co tu jest i dlaczego. Mogłoby się to wydawać chamskie z ich strony, jednak okazuję się, że oni wcale nie wiedzą więcej od nowo przybyłego Thomasa, nazywanego przez wszystkich wokół świeżuchem.

A skoro już jesteśmy przy języku Streferów, to wymyślone slogany jakie wprowadził autor książki – James Dashner było odważnym posunięciem. Jak już wcześniej wspomniałam na początku nie wiedzieliśmy za wiele o Thomasie i otoczeniu w jakim obecnie żył, lecz gdy doszedł do tego jeszcze specyficzny język mieszkańców Strefy można było zacząć się zastanawiać: O co chodzi? Ja po mniej więcej 10 rozdziale zdążyłam się już do niego przyzwyczaić na tyle, że do pewnych sytuacji życiowych najchętniej dodałabym słynny komentarz Chucka, że to po prostu „kupa klumpu”. Przez „Więźnia labiryntu” nie będąc w Labiryncie i nie żyjąc w Strefie (czego zapewne za dużo osób nie chciałoby doświadczyć) sami stajemy się Streferami...

Podoba mi się sposób pisania Dashnera. Nie ma aż do przesady opisów przyrody, otoczenia. Co za dużo to nie zdrowo. Według mnie jest tego w sam raz, dzięki czemu wszystko jest przejrzyste i nie musimy czytać strony o tym np. jaki to kwiatek na polanie jest piękny (co zdarza się niestety u niektórych autorów).

Niesamowite jest to, że książka w zasadzie opowiada o może 2-3 tyg. Thomasa w Strefie, a dzieje się tam tyle rzeczy, że mamy wrażenie jakby minął tam rok. To jest zapewne po części zasługa stylu pisania autora za co mu dziękuje. Wszystkie wydarzenia przechodzą po prostu płynnie. 

Zaczynam coraz bardziej lubić gdy w książkach jest wiele krótkich rozdziałów. Tak jest właśnie w Więźniu...”. Jest ich ponad 60, dzięki czemu wszystko czyta się bardzo szybko i zwyczajnie nie można się oderwać.

Ostatnie 50 stron zburzyło i wydeptało doszczętnie moje teorie na temat końca „Więźnia labiryntu”. Nie jestem jednak zawiedziona. Końcówka jest bardzo ciekawym rozwiązaniem do dalszych tomów. Śmieszny jest jednak ten rodzaj zabawy w jaką wpędził nas Dashner. Myślisz, że znasz odpowiedź, aż tu nagle uderza cię fala nowych informacji, które BARDZO zmieniają sytuacje, a ty uświadamiasz sobie, że teraz twój pomysł na koniec jest bezsensowny. Wydaje mi się, że tego chciał dokonać autor także brawo, udało ci się mnie zmylić!

Nie widzę żadnych minusów w tej książce! Zdaje sobie sprawę, że to nie jest powieść doskonała, ale naprawdę nie potrafię w tej chwili znaleźć czegoś co mogłoby być uznane za minus. Wychodzi na to, że jest to książka z pełną punktacją :) 

Podsumowując, „Więzień labiryntu” jest bardzo przyjazną książką dla młodzieży. Mam nadzieję, że na was wywrze tak samo dobre wrażenie jak na mnie oraz, że zaciekawi was historia Thomasa. Bardzo odpowiada mi styl pisania Dashnera i nie wiem jak wy, ale ja jestem skłonna kupić jego książki. Naprawdę dobra powieść z elementami akcji i dużą dawką fantasy. 



P.S. „Więźnia labiryntu” czytałam jeszcze w 2014 roku jednak z recenzją wyszło jak wyszło... Strasznie przepraszam, że tak długo mnie nie było! Naprawdę mi wstyd, ale to było niezależne ode mnie. Idiotyczny laptop był w naprawie przez dłuuuuugi czas  :'( Wybaczcie.

"Pamiętam, że pamiętałam.[...] Uczucia. Emocje. Zupełnie jakbym miała w głowie półki opatrzone etykietą dla wspomnień i twarzy, które są teraz puste."

_________________________________________________________

Recenzja "Prób ognia": TUTAJ!
Recenzja "Leku na śmierć": TUTAJ!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi Czytelniku!

Na wstępie wiedz, że ogromnie cieszy mnie fakt, iż z jakiegoś powodu znalazłeś się właśnie tutaj.

Wykorzystując, więc już tę jakże wspaniałą sytuację: proszę, zostaw po sobie ślad w postaci komentarza. Dzięki tym paru słowom czy też zdaniom wiem, że ktoś choć podejmuje się próby przeczytania zamieszczonych tutaj tekstów. Także, tym którzy wyrazili swoją opinię na blogu dziękuję z całego serduszka!

Pozdrawiam cieplutko i życzę miłego czytania :)
~Emi✌