środa, 11 lutego 2015

17. „Syn” – Jo Nesbø

http://ecsmedia.pl/c/syn-b-iext37535309.jpg






Tytuł oryginalny: Sønnen
Rok wydania: 2014
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 432
Okładka: Twarda
Gatunek: Kryminał
Moja ocena: 8/10










Sonny Lofthus odsiaduje wyrok w najlepiej strzeżonym więzieniu Oslo. Jest znany z cierpliwego wysłuchiwania zwierzeń współwięźniów. Chodzą pogłoski, że przyznaje się do zbrodni popełnionych przez innych. W kłopoty z prawem popadł po śmierci ojca policjanta. Pewnego dnia jeden z więźniów opowiada Sonny’emu historię, która tragiczne odejście jego ojca przedstawia w zupełnie nowym świetle. Lofthus zaczyna dążyć do odkrycia prawdy.

Książka „Syn” jest pierwszą powieścią Nesbø jaką miałam okazję poznać. Wcześniej nazwisko autora niewiele mi mówiło i gdy dostałam w prezencie „Syna” uznałam po prostu, że to może być ciekawa opowieść. Krótko po tym, okazało się, że Jo stał się rozpoznawalnym autorem, a jego książki zaczęły sprzedawać się w bardzo szybkim tempie. Jednak „Syna” odłożyłam na półkę i dopiero teraz uznałam, że już dość lekkich opowieści, czas na coś cięższego.

No i się doczekałam... Książka jest podzielona na pięć części, a rozdziały nie aż tak długie. Pierwsza część była dla mnie prawie nie do przejścia. Nie mogłam wczuć się w opowieść i przez chwilę pomyślałam, żeby odłożyć „Syna” na półkę. Jednak dałam sobie parę dni odpoczynku od lektury i powróciłam z dobrym nastawieniem. W zasadzie po 100 stronie nie miałam już żadnych potknięć. Opowieść mnie naprawdę wciągnęła.W drugiej części zaczęłam pałać sympatią do głównego bohatera. Wcześniej był dla mnie nieokreślony. Z pierwszej części o samym Sonnym nie wiemy za wiele. Wiemy, że jest on trzydziestolatkiem uzależnionym od heroiny, którą dyskretnie chowa w wyciętej w środku Biblii. Nie mówi za wiele. Z tego powodu przychodzą do niego współwięźniowie, aby się zwierzać, ponieważ Sonny po prostu słucha, nie osądza, nie wymusza niczego. Rozmowa z nim to jak rozmowa ze sobą. Jednak po przyjściu Johannesa Haldena wszystko się zmieniło... I od tej pory zaczęła się prawdziwa akcja. W tajemniczy sposób zniknął i mundur jednego z pracowników Państwa i Sonny.

Styl Nesbø bardzo mi odpowiada, choć na początku było ciężko, ale jeśli już wciągniemy się w historię, nie można się od niej oderwać.

Relacja, która powstała pomiędzy Stigiem, a Marthą wydawała mi się nie mieć prawa bytu w takiego rodzaju książce. A jednak! Wątek miłosny jaki wprowadził Nesbø do książki był czymś co zapewne ucieszyło nie tylko mnie. Dzięki tej relacji, krucjata jaką realizował Sonny nie była, aż tak bardzo dobijająca. Bez tego wątku, książka byłaby na pewno o wiele bardziej przybita i trudno byłoby w tym wszystkim znaleźć pozytywy.

Bardzo ucieszyły mnie szczegóły jakie dopisał Nesbø do osobowości Syna. Ze względów osobistych najbardziej uszczęśliwił mnie fakt, iż Sonny był fanem zespołu Depeche Mode. Gdy doczytałam pierwszą informacje o tym, że chłopak miał w swoim domu płytę Violator (lepsze to niż nic) tego otóż zespołu, jeszcze bardziej polubiłam tego mordercę. Później wielokrotnie w książce był poruszany temat zespołu (nieważne czy na jedną linijkę, czy na całą stronę, byłam szczęśliwa). Dzięki takim szczegółom, postać Lofthusa, zaczyna się powoli kształtować. Jeśli jakiś fan DM, lubi kryminały to zapewne, tak samo jak ja polubi te historie właśnie za takie szczegóły. Za Depeche Mode, plusik :)

Bardzo sympatyczną postacią był Markus. Mimo, że jest to bohater, którego w książce nie ma za wiele, wywarł na mnie pozytywne wrażenie. Dziecięca ciekawość nie zna granic, a ponieważ Markus nie miał za dużo przyjaciół i dużo wolnego czasu (wakacje), to kiedy tylko zaczął pojawiać się Syn, Markus odnalazł się w roli obserwatora. Nie odczuwał on, że Lofthus jest przestępcom, nie miał automatycznej myśli, że lepiej trzymać się od niego z daleka, wręcz przeciwnie był on ciekawy co zrobi Syn, czy się jeszcze pojawi, itd. Co by Sonny nie zrobił, na pewno nie była to zła rzecz, bo przecież Syn jest dobry. Doszło nawet do spotkania tych dwojga, ale to już inna sprawa...

Ciekawym miejscem w książce było schronisko Ila. Po przeczytaniu „Syna” zaczęłam zastanawiać się czy takie miejsca naprawdę istnieją w Norwegii. W gruncie rzeczy jest to przecież schronisko dla ćpunów, a regulamin jaki tam jest, nie można nazwać typowym. Wyobrażacie sobie, że można tam nocować tylko jeśli jest się czynnym narkomanem? To jest dla mnie trochę niepojęte, że ludzie znajdujący się tam, bez problemu dostają towar, a pracownicy, w zasadzie mają to gdzieś. Wątpię czy w Polsce mógłby powstać taki ośrodek. Cała otoczka książki nie jest za radosna. Nie mam pojęcia czy rzeczywiście Norwegowie mają takie problemy z narkotykami, ponieważ nigdy tam nie byłam, ale taka książka na pewno nie zachęca do przyjazdu do Skandynawii. Samo więzienie jakim jest Państwo (Państwowy Zakład Karny o Zaostrzonym Rygorze), to jedna wielka pomyłka. W „Synu” jest bardzo dobitnie pokazane w jaki sposób teraz patrzy się na prawo i tu nie chodzi tylko o Norwegie. Policjanci nie liczą się z tym kto w jakiejś sprawie jest winien i zostawiają to Państwu, a pracownicy Państwa zmuszają (w pewnym sensie) więźniów do przyznania się do winy, której nie popełnili, aby nie stracić w oczach u Nestora. A Hugo Nestor jest tylko pionkiem w tej wielkiej grze i choć sam ma podwładnych musi się też liczyć z tym, który jest na górze. Krótko mówiąc, masakra.

Nesbø to wymagający autor. Trzeba pamiętać o różnych szczegółach, bo wszystko jest ważne do rozwiązania zagadki: Kto jest kretem? Odpowiedź mnie zdziwiła, ponieważ myślałam, że będzie bardziej wyszukana, ale z drugiej strony, wtedy zaczyna się rozumieć dlatego Jo pisał tyle o tej postaci w „Synu”. Muszę się przyznać, że okoliczności śmierci ostatniego poległego w książce doprowadziły mnie do łez. A to akurat jest dość niecodzienne, bo mało płaczę przy czytaniu książek (zdecydowanie bardziej na filmach). Zadawałam sobie wtedy tylko jedno pytanie: Dlaczego? Najchętniej krzyczałabym ze złości, ale kończyłam czytać „Syna” w okolicach 3 w nocy, więc nie chciałam obudzić sąsiadów.

Podsumowując, Jo Nesbø jest wymagający autorem, ale w zupełności ma do tego prawo. Początkowe trudności to tylko drobiazg, a dalej rozwijająca się fabuła jest bardzo wciągająca i zaskakuje obrotem spraw. Każdy kto poznał historię Sonny’ego Lofthusa nie powinien być zawiedziony.


"Bóg decyduje o tym, która godzina jest w niebie."

4 komentarze:

  1. Kryminał, w którym pojawiają się takie nazwy jak Depeche Mode czy Violator?!? Od razu ląduje na półce "Chcę przeczytać". Osobiście zwracam ogromną uwagę na tego typu szczegóły, a DM działa na mnie jak magnes. :)
    PS. Od pewnego czasu zaglądam na bloga i barszo go polubiłam. Gratuluję dobrej roboty!
    Pozdrawiam!
    AIR

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ;) Mam nadzieję, że ta książka spodoba ci się tak samo jak mi, ale może jeszcze bardziej? Kto to wie...

      Usuń
  2. Do przeczytania :D
    Ostatecznie mam w planach wszystkie powieści Nesbo :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też! ;) Bardzo spodobał mi się jego sposób pisania, choć trzeba przyznać, że do lekkich nie należy...

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Na wstępie wiedz, że ogromnie cieszy mnie fakt, iż z jakiegoś powodu znalazłeś się właśnie tutaj.

Wykorzystując, więc już tę jakże wspaniałą sytuację: proszę, zostaw po sobie ślad w postaci komentarza. Dzięki tym paru słowom czy też zdaniom wiem, że ktoś choć podejmuje się próby przeczytania zamieszczonych tutaj tekstów. Także, tym którzy wyrazili swoją opinię na blogu dziękuję z całego serduszka!

Pozdrawiam cieplutko i życzę miłego czytania :)
~Emi✌