poniedziałek, 31 sierpnia 2015

33. „Śleboda” – Małgorzata & Michał Kuźmińscy









Tytuł oryginalny: Śleboda
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 336
Okładka: Miękka
Gatunek: Kryminał
Moja ocena: 9/10








Anka Serafin, młoda doktor antropologii z Krakowa, jedzie w Tatry, by szukać własnej tożsamości. Znajduje trupa. Zmasakrowane zwłoki z Doliny Suchej Wody należą do starego górala Jana Ślebody. Jego historia wiedzie ku wstydliwie skrywanej podhalańskiej przeszłości. To zabójstwo jest dopiero pierwszą ze zbrodni, które zdają się karą za stare grzechy. Czy Anka i tabloidowy dziennikarz Sebastian Strzygoń odkryją, kto zabija w Murzasichlu? Dlaczego krwią ofiar maluje swastykę? I czy przekonają się, ile dla górali warta jest śleboda, czyli wolność?

Podczas wyjazdu nad morze odwiedziłam m.in. Jastrzębią Górę, która sama w sobie nie była powalająca. Jednak udało mi się znaleźć stoisko z książkami, które okazało się być bardzo dobrze zaopatrzone. Tak, więc ja jako osoba uwielbiająca kryminały zaczęłam przeglądać książki, moi znajomi także. I w taki oto magiczny sposób znalazłam „Ślebodę”, uznałam, że może być ciekawie i kupiłam to cudeńko.

Ach, Tatry. Nie wiem czy wiecie, ale uwielbiam chodzić po górach oraz doceniać ich piękno. To od jakiej strony nasze Tatry zostały pokazane w tej książce jest trochę dobijające. Widzimy zarówno te Tatry jakie kocha większość wędrowców czyli takie, w których panuje cisza oraz spokój. Gdzie mniej uczęszczane szlaki są o wiele bardziej doceniane przez wybranych. Jednak są przedstawione także te Tatry, które są zmorą dla prawdziwych turystów czyli pełno ludzi, głównie tych z małymi dziećmi jak i tych, którzy po prostu nie wiedzą na co się piszą, większe grupy, które potem nie potrafią się odnaleźć w tłumie, rowerzystów, a na domiar złego dorożki. Każdy rozmawia, tworzą się „korki”, ludzie się denerwują i tak oto czar gór nagle prysł.

Same Tatry jednak są tylko tłem, w tej opowieści. Najważniejsze jest rozwikłanie największej zagadki książki: Kto zabił Ślebodę? Oczywiście nie obędzie się bez różnego rodzaju intryg oraz wprowadzania nas, czytelników w błąd. Jednak nie dajcie się! Może uda wam się odkryć kto był sprawcą tego morderstwa?

Nie mam pojęcia czy taki sam zabieg tworzą autorzy w swoich pozostałych wspólnych książkach, jednak jest on widoczny na kilometr. Anka Serafin, rudowłosa antropolog kultury oraz Sebastian Strzygoń, charakterystyczne dołeczki, dziennikarz. Patrząc zarówno na zdjęcie autorów oraz krótką biografię ich dwojga można by stwierdzić lekkie podobieństwo z głównymi bohaterami „Ślebody” nieprawdaż? ;) W sumie rozumiem, kto by nie chciał być zamieszczony jako postać w książce. Autorzy jednak piękne tłumaczą się, że to wszystko fikcja literacka. Powiem tak, na szczęście, ponieważ nie życzyłabym im takich przygód jak np. znalezienie trupów.

Głównych bohaterów daje się lubić, jednak mnie zarówno Anka jak i Bastian nie raz działali na nerwy. Są oni tak od siebie różni, że to i tak cud, że potrafili się w jakikolwiek sposób dogadać...  Pani doktor jako miłośniczka gór oraz Strzygoń jako typowy turysta, interesująco pokazane typy ludzi co nie?

Jednak pomijając już głównych bohaterów, najbarwniejszą ze wszystkich postaci była zdecydowanie Babońka! Bardzo dobrze była ona pokazana jako „klasyczna gaździna” z Murzasichla. Babońka była naprawdę bardzo ciekawie wykreowana, a jej mądrości czasem aż powalały słuchacza na kolana.
Styl autorów jest bardzo przystępny. Co więcej, w ogóle nie czuć, że „Śleboda” pisana jest przez dwie osoby, co jak dla mnie jest ogromnych plusem.

Na początku „Śleboda” nosi w sobie sporo humoru. Niestety potem z lekkiej opowieści tworzy się niezmiernie smutna historia przez, którą nie ukrywam, momentami miałam łzy w oczach. Książka ta porusza trudne tematy, jeden z nich to sama postawa górali, która dzięki tej opowieści zostaje przeze mnie powoli rozumiana. Następna sprawa to Goralenvolk. Dzięki tej książce poznałam wiele nowych pojęć związanych z góralami, z II wojną światową, które raczej są omijane, bo po prostu „lepiej tego nie wspominać” albo nawet „nie wypada o tym pamiętać”.

Podsumowując, „Śleboda” to książka, która otworzyła mi oczy m.in. na to dlaczego górale czasami zachowują się w taki, a nie inny sposób. Historia spodoba się na pewno miłośnikom gór oraz być może dzięki niej docenią ich piękno ci, którzy do naszych Tatr nie są do końca przekonani. Czytając „Ślebodę” czułam się jakbym wspólnie z Anką przemierzała szlak w Dolinie Suchej Wody. Klimat nieziemski. Właśnie dla takich książek warto sięgać po polską literaturę!

"W górach najbardziej lubiła uczucie, że wszystkie problemy, stresy i nerwy zostawia tam, na dole, że porzuca je daleko poniżej pasma kosówki, wspina się dużo lżejsza."

5 komentarzy:

  1. Uwielbiam krymianły!
    A polskim pisarzom chętnie daję szanse ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Coś w sam raz dla mnie! Chętnie przeczytam.Pozdrawiam! :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaciekawiłaś mnie, bo kto nie lubi odkrywać tajemnic, a tu mamy na tylu płaszczyznach: historycznej, fikcyjnej.

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Na wstępie wiedz, że ogromnie cieszy mnie fakt, iż z jakiegoś powodu znalazłeś się właśnie tutaj.

Wykorzystując, więc już tę jakże wspaniałą sytuację: proszę, zostaw po sobie ślad w postaci komentarza. Dzięki tym paru słowom czy też zdaniom wiem, że ktoś choć podejmuje się próby przeczytania zamieszczonych tutaj tekstów. Także, tym którzy wyrazili swoją opinię na blogu dziękuję z całego serduszka!

Pozdrawiam cieplutko i życzę miłego czytania :)
~Emi✌