środa, 21 października 2015

34. „Miasteczko Salem” – Stephen King








Tytuł oryginalny: Salem’s Lot
Rok wydania: 2012 / (pierwsze wydanie) 1975
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 528
Okładka: Miękka
Gatunek: Horror
Moja ocena: 8/10









W prowincjonalnym amerykańskim miasteczku zaczynają dziać się rzeczy niepojęte i przerażające. Znikają bądź umierają w dziwnych okolicznościach dzieci i dorośli, jedna śmierć pociąga za sobą drugą. Czyżby Salem było nawiedzone przez złe moce? Kilku śmiałków, którym przewodzi mały chłopiec, wydaje im pełną determinacji walkę.


Po trochę dłuższej przerwie postanowiłam sięgnąć po kolejną książkę Mistrza. Z tego co mi się pamięta była to ostatnia jak dotąd powieść Kinga jaką kupiłam i... od tej pory dostałam zakaz kupowania jego książek. Nie dlatego, że jest tam tyle brutalnych scen, potworów czy też lejącej się po ścianach krwi. Nie, moi rodzice także lubią jego twórczość (choć już pewnie nie aż tak bardzo jak ja), ale uznali, że te 11 książek to trochę przesada... Ja jednak jestem więcej niż pewna, że na 11-u się nie skończy. Kochani, to po prostu Kingomania! :)

Miasteczko Salem” czytałam naprawdę długo, biorąc pod uwagę czas jaki minął od napisania ostatniej recenzji. To jednak mniej ważna kwestia, ponieważ w skrócie mówiąc szkoła mnie trochę przybiła: nowy budynek, nowi znajomi, nowi nauczyciele, a nawet nowe przedmioty... Wszystko nowe, a bądź co bądź kiedyś trzeba się odnaleźć, wiecie z resztą jak to jest, więc co ja będę się rozpisywać.

Absolutnie nie czuje się już świeżuchem w Kingowym świecie. Mam już za sobą parę jego książek, jedne wręcz genialne, drugie dość średnie jak na „króla gatunku”. Tym razem znów sięgnęłam po starego Kinga, a więc czego się spodziewałam? Na pewno uczucia podobnego do tego, kiedy np. pierwszy raz czytałam „To” (czytaj: strach, przerażenie, banie się wyjścia z pokoju i inne typowe uczucia towarzyszące nam przy czytaniu czy też oglądaniu horroru). Czy to otrzymałam? Szczerze mówiąc nie do końca...

Może jestem dziwna, ale tak na dobrą sprawę żadna scena opisana w „Miasteczku...” nie wywołała u mnie lęku. Czułam bardziej ciągły niepokój jak bohaterowie naszej książki podczas, gdy to wchodzili do tajemniczych pokoi skrywających swe krwawe historie. Moja reakcja może być spowodowana tym, że ostatnio dużo bardziej przeraża mnie nasz realny świat, to co się z nim obecnie dzieje i w jaki sposób to wszystko funkcjonuje, przez co na zabiegi jakie dokonał autor nie reaguje... odpowiednio, taka fantastyczna znieczulica. A może to też dlatego, że nigdy nie robiły na mnie wrażenia te stwory (pod względem poziomu strachu), które zostały ukazane w „Miasteczku Salem”? Nie wiem.

Już, więc sam fakt, że nie otrzymałam tego, czego oczekiwałam od tej historii powinien bardzo wpłynąć na moją ocenę. Równie dobrze patrząc pod względem gatunkowym mogłabym określić „Miasteczko Salem” na 5/10, ale ,ale! Patrząc na tę historię nie zerkając na przynależność do danego gatunku mogłaby dostać ona nawet 10/10. To niesamowita rozbieżność nie sądzicie? Długo, więc zastanawiałam się jak ocenić „Miasteczko...”. Oceniłam, więc ją na zasadzie pytania: „Czy ta historia zrobiła na mnie wrażenie?” (Odpowiedź na to pytanie znajdziecie w dalszej części recenzji).

Okładka na początku mnie w żaden sposób nie zachwyciła. Kiedy kupowałam „Miasteczko...” patrzyłam głównie na opis, po okładce zapewne nigdy bym jej nie kupiła. Dopiero po przeczytaniu książki odczułam, że jest ona trafnym wyborem, ponieważ widać w niej główne elementy powieści, być może nie widoczne na pierwszy rzut oka.

Nad stylem autora nie będę się rozpisywać, jest to po prostu oczywiste, że jak zwykle jestem oczarowana.

Praktycznie ¾ książki to ukazanie obyczajowości w czystej postaci. Poznajemy Miasteczko oraz mniej lub bardziej jego mieszkańców. Jerusalem samo w sobie jest dla mnie niesamowitym miejscem ukazującym piękno małych mieścin, gdzie mamy wrażenie, że czas wręcz się zatrzymuję. Sama nie pochodzę z małego miasta, jednak od jakiegoś czasu mam wrażenie, że byłoby mi to trochę potrzebne. Małe miasta mają w sobie coś magicznego, a Salem nie jest wyjątkiem. W książce jest pokazane dość dobitnie jak będąc w takim mieście z jednej strony możesz odpocząć, poczuć się naprawdę wolnym, ale i z drugiej strony żyć w świadomości, że wieści tutaj szybko się rozchodzą, jak i bezpodstawne plotki, które choć są rozpowiadane na małą skale i tak masz uczucie, że wszyscy o tobie wszystko wiedzą. W Salem nie ma mowy o anonimowości.

Są oczywiście pięknie opisane lata 70 ubiegłego wieku, o których wprost uwielbiam czytać. Jest to jak dla mnie niezwykły czas pod wieloma względami.

Dużą część w książce zajmuję także rozwijająca się relacja pomiędzy Benem i Susan, którym kibicowałam od samego początku. I dla tych co nie czytali książki, to Kochani nie jest to żaden spojler, ponieważ tę chemię widać od dosłownie ich pierwszej wspólnej sceny! :D I to w zasadzie jedyny pozytyw w „.Miasteczku..”, ponieważ potem możemy podziwiać tylko i wyłącznie rzeź...

Oprócz Bena i Susan ważną dla mnie postacią jest także mały Mark Petrie. Jego zachowanie, sposób bycia oraz nieprzeciętną mądrość życiową porównałabym do Małego Księcia (czyli głównego bohatera, książeczki o tytule „Mały Książe” Antoine de Saint-Exupéry’ego). Mark jest jak dla mnie kolejnym obliczem znanego większości Małego Księcia. To w jaki sposób potrafi on zachować światłość umysłu w tak ekstremalnych sytuacjach jest dla mnie czymś wręcz nieludzkim, ale i pełnym podziwu. Ten chłopiec ma mądrość życiową, jakiej nie posiada zapewne większość dorosłych, ponieważ są już za bardzo zaślepieni. Powiedziałabym, że Mark posiada umysł starca, inteligentnego mędrca, który już wszystko widział i wszystko wie. Jednak mimo tej dojrzałości jaką posiada Mark, jest on w stanie jeszcze funkcjonować jako zwykłe dziecko, przez co jego rodzice uważają go za typowego, niczym nie wyróżniającego się dzieciaka. Taką opinie z resztą podziela większość Miasteczka.

Plan jaki przyjęli bohaterowie książki w walce ze złymi siłami był jak dla mnie dość oczywisty, aczkolwiek z mojego punktu widzenia bardzo trafny. Może gdybym była wraz z nimi w tych ciężkich chwilach, doradziłabym im co do tego, jakich technik mogliby użyć w ostatecznym starciu. Jednak za w miarę solidne przygotowanie się bohaterów wielki plusik ;) A skąd bierze się moja wiedza na temat walki z potworami? Proszę państwa, kłania się serial Supernatural! Mam wrażenie, że podczas zagłębiania się w tę produkcję dowiedziałam się więcej o religii niż podczas paroletniego uczęszczania na nią we wcześniejszych latach szkolnych... Także zachęcam do zapoznania się z nim jeśli lubicie seriale z wieloma postaciami fantastycznymi takimi jak: duchy, wilkołaki, wampiry, lewiatany, anioły, demony, wendigo i wiele wiele innych. Dla mniej zainteresowanych, przepraszam za tę niepotrzebną dygresję.

Historia ta zrobiła na mnie wrażenie dopiero kiedy przeczytałam dosłownie ostatnie zdanie w książce, zamknęłam książkę, odłożyłam ją na półkę, usiadłam na kanapie i nie wiedziałam co powiedzieć. Wymknęło mi się może małe: „Wow”, jednak dopiero po poznaniu całej tej historii odczułam wreszcie coś więcej niż tylko lekki niepokój, to był najprawdziwszy strach... Według mnie jest to niezbity dowód na to, żeby się nie poddawać! Nawet jeśli książka, którą czytacie wydaje się być średnia doczytajcie do końca, a może was mile zaskoczyć :)
 (Chyba, że wasze przeczucie książkofila mówi, że ta książka to będzie istny klump, wtedy po prostu ją odłóżcie :D) 

Podsumowując, przygodę z „Miasteczkiem Salem” zaliczam do zdecydowanie udanych!

"Nigdy nie staraj się słuchać zbyt pilnie, bo możesz usłyszeć coś, co ci się wcale nie będzie podobało. "

10 komentarzy:

  1. Czytałam tylko "Wielki marsz" Kinga, ale zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Może to najlepszy czas, żeby przyjrzeć się innym dziełom mistrza?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kinga akurat polecam zawsze i wszędzie :)
      "Dallas '63" oraz "Podpalaczka" to ciekawe i dość lekkie (jak na Kinga oczywiście :>) książki, które powinny się zaciekawić.

      Usuń
  2. W dobie mnósttwa ksiazek Inga, które już przeczytałam jakośten tytuł ominełam. Ale napewno nadrobie zaległości.
    http://kruczegniazdo94.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Kingomania to zawsze dobra rzecz! Miasteczko Salem lubię za ciężką atmosferę i typowy styl Kinga.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja robię sobie przerwę od autora po jedynej przeczytanej jego książce: "Pan Mercedes". Chyba źle trafiłam jak na początek. Powinnam zacząć od którego z horrorów i może "Miasteczko Salem" byłoby lepsze... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z takich naprawdę rasowych horrorów Kinga to zdecydowanie polecam "To", choć z jeśli chodzi o ilość stron to już większe wyzwanie, także trzeba sobie na to znaleźć troszkę czasu. A "Pana Mercedesa" posiadam, ale jeszcze czeka na swoją kolej. Jak wrażenia?
      Ja ostatnio mam ochotę na starego Kinga, więc pewnie się zabiorę za niedługo za "Cmętarz zwieżąt".. Ciekawe co z tego wyjdzie :D

      Usuń
  5. Jakoś nigdy nie mogłam się przekonać do Kinga (prócz Carrie). Chyba zbytnio się boję.
    Pozdrawiam
    rozenksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkim, którzy jeszcze nie są pewni Kinga polecam Dallas '63 o ile choć troszkę interesuję cię historia zamachu na Kennedy'ego. Jest to książka osadzona właśnie w tym czasie. Mamy tu podróże w czasie, ogarnięcie się w nowej rzeczywistości, miłość wbrew zasadom i.. zero strachu! Tak naprawdę jest to obyczajówka, ale jakże piękna! :)

      Usuń
  6. Z przyjemnością obserwuję:)

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Na wstępie wiedz, że ogromnie cieszy mnie fakt, iż z jakiegoś powodu znalazłeś się właśnie tutaj.

Wykorzystując, więc już tę jakże wspaniałą sytuację: proszę, zostaw po sobie ślad w postaci komentarza. Dzięki tym paru słowom czy też zdaniom wiem, że ktoś choć podejmuje się próby przeczytania zamieszczonych tutaj tekstów. Także, tym którzy wyrazili swoją opinię na blogu dziękuję z całego serduszka!

Pozdrawiam cieplutko i życzę miłego czytania :)
~Emi✌