wtorek, 27 października 2015

35. „Czarne serce: Tom 1” – Elisa Puricelli Guerra








Tytuł oryginalny: Corazón Negro
Rok wydania: 2013
Wydawnictwo: Akapit Press
Liczba stron: 360
Okładka: Miękka
Gatunek: Młodzieżowa / Fantasy
Moja ocena: 9/10









Sławna pisarka dla młodzieży, Cornelia Wyndham, zniknęła. Zostawiła nieukończony ostatni tom serii, której bohaterem jest idol tysięcy nastolatek, Narcissus Spark, mroczny piosenkarz rockowy. Jej bratanica Viola zaczyna śledztwo, kiedy to nagle i niespodziewanie pojawia się piękny siedemnastolatek...

Czy Viola odkryje, co łączy Cornelię z kamiennym aniołem?
Co oznaczają słowa wyryte na jego przedramieniu?
Co kryje się w sercu niedostępnego Narcissusa?
Czy myślałeś kiedyś, że spotkasz bohatera ze swoich snów?


Ta książka czekała na mnie od targów w Warszawie. W moim przypadku nie jest to nic nadzwyczajnego. „Czarne serce” stało w kolejce naprawdę krótko w porównaniu z niektórymi pozycjami, które czekają na mnie już parę ładnych lat... Po „Miasteczku Salem” Stephena Kinga miałam ochotę na coś lekkiego i niezobowiązującego. Pomyślałam, więc o „Czarnym sercu”.

Na debiut Elisy Puricelli Guerra natknęłam się jakiś rok temu. Od razu zaciekawił mnie pomysł na książkę, bo kto choć raz nie marzył o tym by spotkać bohatera ze swojej ulubionej powieści?

Nie chciałabym wam zdradzić za dużo z fabuły, ponieważ szkoda by było sobie zepsuć to pierwsze wrażenie. Jednak muszę troszkę się wypowiedzieć na temat głównej bohaterki. Imię jej Viola. Ma 14 lat oraz szalenie rude włosy. Można by powiedzieć typowa cicha mysz, a do tego pożeracz książek! Jej ciocia Cornelia jest powieściopisarką, która obecnie jest w trakcie tworzenia końcowej części z serii o ulubieńcu większości nastolatek (w tym Violi), wokaliście rockowym, Narcissusie Sparku. Narcissus to natomiast typ buntownika, próbujący przy każdej możliwej okazji dopiec swemu ojcu, który nie toleruje tego kim stał się jego syn. Lecz wracając do Cornelii: biedaczka znika bez śladu. Viola bierze sprawy w swoje ręce, jednak ona sama nie spodziewała się, że w odnalezieniu jej cioci pomoże jej sam Narcissus Spark!

Motyw książki w książce to istne cudo. Jak już się domyślacie cały myk polega na tym, że czytając „Czarne serce” mamy do całej tej historii dodane fragmenty książki Cornelii. Niesamowicie dziękuje autorce za ten pomysł, ponieważ dzięki temu wszyscy jeszcze przed przybyciem Narcissusa do „naszego świata” mogliśmy go już choć trochę poznać, zrozumieć i wyobrazić sobie jaki on właściwie może być. Narcissus w mojej wyobraźni jest niczego sobie: długie czarne włosy, ubrany prawie zawsze na właśnie czarno, glany… innymi słowy typowy metal. A tak przynajmniej jest opisywany w książce. Jedyne co mnie w nim drażni to jego imię. Boże autorko! Wcześniej Cię chwaliłam, ale za to dostajesz bezwzględnie po łapach! Wiem, że jego imię jest w jakiś sposób ważne dla rozwoju książki, jednak już naprawdę bym wolała, żeby nazywał się Neville. Przez połowę książki nie mogłam zapamiętać jak poprawnie wymawiać jego imię. Serdecznie Ci „dziękuję”.

Na początku myślałam, że będę mogła się jakoś utożsamić z Violą, jak z większością bohaterów książkofilów. Po zapoznaniu się z książką zrozumiałam, jednak że trochę się różnimy. Uważam siebie za osobę dość spokojną, ale to w jaki sposób reagowała czasem na różne sytuacje Viola jest praktycznie nieporównywalne (choć w tym wszystkim nadal pozostawała naturalna). Wiem, że jest tutaj opisana niespełna 14-latka, a nie mająca mimo wszystko ciut więcej w głowie 16-latka, ale jeju, czasem reakcje Violi mnie dobijały. Taka mała rada: Jak już chcesz komuś wygarnąć, to zrób to z przytupem! Może i to nie najlepsza zasada, ale akurat w sytuacjach z książki by się jak najbardziej sprawdziła. Jednak Viola jak wiadomo jest rudzielcem, co oznacza, że to wszystko nie ma większego znaczenia, ponieważ i tak ją będę lubić :)

Styl autorki jest dość charakterystyczny dla tego gatunku, czyli jest on bardzo lekki, a słownictwo dość ubogie. W „Czarnym sercu” nie znajdziemy powalającej ilości opisów otoczenia, za czym w nadmiarze muszę przyznać nie przepadam. Jest to głównie książka do odpoczynku po ciężkim dniu. 

Dzięki swojemu delikatnemu stylowi, książkę kończy się tak szybko, że od razu chce się więcej i więcej! Chciałabym już zacząć drugą część zatytułowaną „Nieśmiertelny” (chociażby ze względu na emocjonującą końcówkę z pierwszej części).

Okładka nie jest może niczym niezwykłym, jednak po poznaniu historii, nabiera ona większego znaczenia. Każdy element na niej się znajdujący jest ważny. Sam tytuł także jest dobry. Ach i oczywiście każda strona na górze po lewej bądź prawej stronie (w zależności od strony) jest przyozdobiona rysunkiem prześlicznych kwiatów, co według mnie dodaje niesamowitego uroku całej książce!

Podsumowując, „Czarne serce” zasługuje (niestety) na miano niedocenionego cudeńka. Mam ogromną nadzieję, że zaciekawił was choć sam pomysł na książkę i nie zniechęciła nawet tych, którzy na co dzień (tak jak ja) czytają innego rodzaju pozycje. Jest to dość nieoczywista historia, która wciągająca dosłownie od pierwszych stron. Wszystkich was proszę z głębi serca, jeśli będziecie mieli szansę, zapoznajcie się z historią Narcissusa i Violi, a mam nadzieję, że nie pożałujecie.



P.S. Powstrzymywałam się jak mogłam, a i tak mam wrażenie, że za dużo napisałam... Tak to już jest jak się człowiek nad czymś zachwyca :>
Jestem w trakcie jednego z trudniejszych tygodni w szkole, więc recenzja „Nieśmiertelnego” najszybciej (najprawdopodobniej) w przyszły poniedziałek. Niczego jednak nie obiecuje!
Przepraszam, mi też jest przykro ._______.

_______________________________________________________
Recenzja "Nieśmiertelnego": TUTAJ!

3 komentarze:

  1. Czytałam tę książkę, ale nie wywołała u mnie fali emocji. Była w porządku ;)

    Pozdrawiam,
    czytanienaszymzyciem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. rzeczywiście nie słyszałam jeszcze o tej pozycji, ale widzę, że warto byłoby się z nią zaznajomić/ Zapiszę sobie tytuł, ponieważ Twja recenzja mnie mocno zaintrygowała.
    http://kruczegniazdo94.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Na wstępie wiedz, że ogromnie cieszy mnie fakt, iż z jakiegoś powodu znalazłeś się właśnie tutaj.

Wykorzystując, więc już tę jakże wspaniałą sytuację: proszę, zostaw po sobie ślad w postaci komentarza. Dzięki tym paru słowom czy też zdaniom wiem, że ktoś choć podejmuje się próby przeczytania zamieszczonych tutaj tekstów. Także, tym którzy wyrazili swoją opinię na blogu dziękuję z całego serduszka!

Pozdrawiam cieplutko i życzę miłego czytania :)
~Emi✌