wtorek, 3 listopada 2015

36. „Nieśmiertelny: Tom 2” – Elisa Puricelli Guerra








Tytuł oryginalny: Il ragazzo senza destino
Rok wydania: 2014
Wydawnictwo: Akapit Press
Liczba stron: 357
Okładka: Miękka
Gatunek: Młodzieżowa / Fantasy
Moja ocena: 10/10









Narcisuss Spark, bohater książki, który wyszedł z jej kart, znów znalazł się w samym centrum zaskakujących wydarzeń.

W mrocznym Londynie po piętach depcze mu Szalony Kapelusznik i lord Raven. Stawką w tej grze jest klucz do wolności. Czy Narciussowi uda się przechytrzyć wrogów? Czy Violi wystarczy odwagi, aby stawić czoła groźnym bohaterom i tajemnicom przeszłości? I jaką rolę odegra podziemny przewodnik?

Wyrusz na wyprawę do świata bohaterów literackich i odkryj ich tajemnice!

Po przeczytaniu „Czarnego serca” nie mogłam się doczekać, kiedy wreszcie będę mogła dorwać się do jej kontynuacji. Na szczęście po „zapoznaniu się” już wstępnie z autorką wiedziałam także czego mam oczekiwać od drugiej części tej jakże magicznej historii.

Pierwsza część skończyła się w dość interesującym momencie, który dla większości czytelników był niespodziewany oraz pozytywnie zaskakujący. Spodziewałam się kolejnych przygód Violi i Narcissusa w innej rzeczywistości, więc już od samego początku zdziwił mnie nagły obrót spraw. Wszystko dzieje tak jak dziać się nie powinno.

Jak dobrze pamiętamy w „Czarnym sercu” poznaliśmy cichą i spokojną Violę, miłośniczkę książek. Natomiast w „Nieśmiertelnym” dziewczyna wreszcie budzi się do życia, zaczyna nareszcie mieć własne zdanie, buntuje się i pokazuje, że po prostu jest. Nie był może to dla mnie wielki szok, ale na pewno przez cały czas kibicowałam jej, żeby znów nie zamknęła się w swoim świecie. Jest to niedopisania jak wielki wpływ mają na nas otaczający ludzie.

Od samego początku zaintrygowało mnie wprowadzenie do książki postaci Szalonego Kapelusznika. Osobiście bardzo sobie cenie bohaterów z „Alicji w Krainie Czarów”. Byłam także zwyczajnie ciekawa jak nasz wielbiciel herbaty zostanie opisany w powieści i czy ukazanie go jako czarnego charakteru da zamierzony efekt. Muszę, więc wam przyznać, że choć po cichu domyślałam się kto może się okazać Kapelusznikiem, nie jestem w żaden sposób zawiedziona. Postać ta była tak tajemnicza i wbrew pozorom bardzo podobna do swego pierwowzoru, że jej obecność dodawała pikanterii całej historii. Za to Lord Raven był w książce praktycznie nieobecny. Jakby go na dobrą sprawę w ogóle nie było. Szczerze tego żałuję, ponieważ Lord Raven niesamowicie przypominał mi Herkulesa Poirot, przez co mimo jego strasznej osobowości naprawdę udało mi się go polubić.

Ta część wydaję się być o wiele bardziej przemyślana i dopracowana. Jest w niej dużo nowych informacji, które tak jak i w pierwszej części przechodzą bardzo płynnie. Też jakby samo otoczenie jest pokazane na rozszerzoną skalę. Kiedy np. były opisywane sceny przechadzki po ogromnym targowisku, człowiek mógł poczuć choć cząstkę tego specyficznego klimatu. Sam Londyn był znacznie lepiej opisany niż w poprzedniczce, a co dopiero mówić o kanałach, w których chyba większość z nas absolutnie nie wyobraża sobie żyć.

Jednej rzeczy bardzo żałuję. Kiedy dowiedziałam się, że Narcissus jest w swojej książce artystą jako wierna fanka wszelakiej muzyki już wyobrażałam sobie te sceny z koncertów, proces pracy twórczej itp. I owszem takie sytuacje występowały, jednak było ich za mało :( Pojawiały się odnośniki do różnych zespołów, ale chyba oczekiwałam czegoś więcej. To nie zmienia jednak faktu, że i tak i tak ta historia jest niezwykle czarująca.

W „Nieśmiertelnym” pojawiło się także wiele zagadek i tajemnic z przeszłości, które nawet mnie trochę zaskoczyły. Głównie dlatego, że chyba lekko zadrwiłam sobie z autorki myśląc, że nie uda jej się już wykombinować nic bardzo złożonego i skomplikowanego w tej historii. A tu proszę! Jaka miła niespodzianka! Na samym końcu książki, kiedy to autorka zaczęła nam wszystko wyjaśniać czułam się jakbym czytała jedne z końcowych stron którejś z powieści Agathy Christie. Najbardziej dało się zauważyć to podobieństwo, gdy autorka uzasadniała nam wszystko w sposób niesamowicie lekki i charakterystyczny dla pani Christie. Był to ten rodzaj przekazu, w których bohater objaśnia nam wszystko w tak dla siebie oczywisty oraz pełen entuzjazmu sposób, że masz jedynie ochotę powiedzieć: „Jak mogłam/em tego wcześniej nie zauważyć?”. 

Pewne sprawy jednak do końca nie zostały nam wyjaśnione, a książka kończy się w dość podobnym momencie jak pierwsza część (pod względem rozwoju sytuacji). Sądzę, więc że została ona napisana z rezerwą, aby mieć późniejszą szansę na kontynuowanie przygód bohaterów. W tym momencie powinnam się ogromnie cieszyć, bo im więcej takich książek tym lepiej. Mam jednak dziwne wrażenie, że na „Nieśmiertelnym” zakończy się historia Violi i Narcissusa, a szkoda, bo przydałby się jeszcze jeden tomik na choć krótkie wyjaśnienia i sceny, na które czeka każdy fan „Czarnego serca”!

Styl autorki jest niezmiennie lekki i może trochę nadal zbyt lakoniczny, jednak prawda jest taka, że nie należy się spodziewać po tego typu książkach jakiejś wybitnie złożonej prozy, więc i tak nie jest najgorzej. Mi przynajmniej ewentualne braki, które oczywiście występowały nie raziły tak bardzo w oczy. 

Okładka stokroć lepsza od pierwszej części. Widać w niej taką zabawę różnymi odcieniami. Jest bardzo kolorowa i przez co zapewne dużo lepiej widoczna oraz rzucająca się w oczy w księgarniach. Powiem wam także w sekrecie, że na żywo robi o wiele lepsze wrażenie, a barwy na niej występujące są wtedy jeszcze żywsze i o wiele bardziej niesamowite.

Podsumowując, „Nieśmiertelny” okazał się być dużo lepszy od poprzedniczki. Mam wrażenie, że jest w niej jeszcze więcej humoru i niezwykłych chwil. Jeśli na drugiej części historia Violi i Narcissusa się zakończy to nie pozostaje mi nic innego tylko cierpieć z niedosytu. Mam, więc ogromną nadzieję na dopełniający całość trzeci tom. Eliso, proszę nie zawiedź mnie!

_______________________________________________________________
Recenzja "Czarnego serca": TUTAJ!

1 komentarz:

Drogi Czytelniku!

Na wstępie wiedz, że ogromnie cieszy mnie fakt, iż z jakiegoś powodu znalazłeś się właśnie tutaj.

Wykorzystując, więc już tę jakże wspaniałą sytuację: proszę, zostaw po sobie ślad w postaci komentarza. Dzięki tym paru słowom czy też zdaniom wiem, że ktoś choć podejmuje się próby przeczytania zamieszczonych tutaj tekstów. Także, tym którzy wyrazili swoją opinię na blogu dziękuję z całego serduszka!

Pozdrawiam cieplutko i życzę miłego czytania :)
~Emi✌