wtorek, 24 listopada 2015

38. „Igrzyska śmierci: Tom 1” – Suzanne Collins


https://mediarodzina.pl/zasoby/images/vbig/igrzyska_smierci_okladka_filmowa.jpg







Tytuł oryginalny: The Hunger Games 
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Media Rodzina
Liczba stron: 352
Okładka: Miękka
Gatunek: Fantasy / Science Fiction
Moja ocena: 10/10







  

Czy zdołałbyś przetrwać w dziczy, zdany na własne siły, gdyby wszyscy dookoła próbowali wykończyć cię za wszelką cenę?  

Na ruinach dawnej Ameryki Północnej rozciąga się państwo Panem, z imponującym Kapitolem otoczonym przez dwanaście dystryktów. Okrutne władze stolicy zmuszają podległe sobie rejony do składania upiornej daniny. Raz w roku każdy dystrykt musi dostarczyć chłopca i dziewczynę między dwunastym a osiemnastym rokiem życia, by wzięli udział w Głodowych Igrzyskach, turnieju na śmierć i życie, transmitowanym na żywo przez telewizję. 

Bohaterką, a jednocześnie narratorką książki jest szesnastoletnia Katniss Everdeen, która mieszka z matką i młodszą siostrą w jednym z najbiedniejszych dystryktów nowego państwa. Katniss po śmierci ojca jest głową rodziny - musi troszczyć się, by zapewnić byt młodszej siostrze i chorej matce, a to prawdziwa walka o przetrwanie...

Chyba nie ma osoby, która by nie słyszała o tej słynnej trylogii. Jedni znają Katniss Everdeen z książek, inni z filmów, a jeszcze inni i z jednego i z drugiego. Ja należałam do drugiej grupy. Oglądałam jak dotąd wszystkie ekranizacje, a skoro czeka na mnie już tylko ostatnia część  „Kosogłosa” chciałam wreszcie poznać tę historię od poprawnej strony.

Najczęściej wychodzę z założenia, że książka jest lepsza od filmu i lepiej zaczynać właśnie od książki aniżeli odwrotnie, jednak czasem tak to wszystko się nam układa, że nie sposób nie zawiesić oka na takich „Igrzyskach...”. Jak to w większości wypadków czułam się źle z powodu moich zaległości książkowych. Trzeba wreszcie pewne rzeczy nadrabiać, a premiera filmowa to dodatkowa mobilizacja.

Przez to, że oglądałam parę razy „Igrzyska...” w trakcie czytania książki czułam się jakbym znowu oglądała film. Dosłownie scena po scenie. Byłam nawet w lekkim szoku, że scenariusz aż tak zgadza się z książką. Niezmiernie rzadko możemy podziwiać prawdziwą ekranizacje jakiejś książki, dużą część z nich można nazwać jedynie filmami zainspirowanymi daną książką. Taka ot prawda, że scenarzyści wolą zrobić coś po swojemu, co większości fanom książek wybitnie się nie podoba. Jednak wracając do meritum: Po przeczytaniu książki odświeżyłam sobie film, dla porównania. Mogę szczerze powiedzieć, że wszyscy zrobili kawał dobrej roboty, choć... Jeśli już mam się czepiać to w mojej wizji trybuci byli bardzo wymęczeni przez Głodowe Igrzyska i było to po nich widać fizycznie, ale i też psychicznie. W filmie byli mimo wszystko jeszcze za „czyści”, za mało było odczucia wycieńczenia bohatera oraz niektóre sceny były przedstawione w zdecydowanie ugładzony sposób. W książce było dużo więcej brutalności co w sumie mnie się nawet podobało, ponieważ naprawdę czuło się ducha Głodowych Igrzysk. To nie była tylko „zabawa”, jak niektórzy kapitolończycy mieli sądzić. 

Jeszcze jedno w sprawie filmu: Wybrałam okładkę filmową, ponieważ jakoś ma jak dla mnie większą moc. Robi większe wrażenie, nie sądzicie? Jest taka jak i nasza Katniss "dziewczyna igrająca z ogniem" :) A propos wydania, nawet nie irytowały mnie tak te białe jak śnieg strony, które nie za bardzo lubię, ze względu na to, że swoją bielą dosłownie rażą w oczy.

Co do stylu autorki, jest on bardzo płynny jeśli mogę go tak nazwać. Mimo, że nie lubię kiedy paręnaście stron jest bez dialogu, sama narracja, ale kiedy było to pisane od strony Katniss jakoś to mi się przeszkadzało. Nawet czasem te dialogi denerwowały, bo chciałam wiedzieć więcej na temat jakiejś historia z życia wziętej, o której nam opowiada Katniss. 

Katniss jest jedną z tych typów bohaterek, które polubi większość z nas. Dlaczego? Co może być tak niezwykłego w tej zwykłej szesnastolatce? Realizm. Kotna nosi w sobie emocje, które czasem doświadcza każdy z nas. Nie jest sztuczna w swoich działaniach. Nie chce robić niczego na pokaz, choć niejednokrotnie jest do tego zmuszana. Ma swoje zdanie na temat Kapitolu i obecnego systemu. Ona jest po prostu głosem przeciętnego mieszkańca Panem i to jest właśnie w niej ujmujące. 

Cała opowieść jest prowadzona z perspektywy Katniss, co w niektórych kwestiach jest dość kłopotliwe. Jeśli Katniss czegoś nie zobaczy, my – czytelnicy, także. Chodzi mi tu głównie o sprawy wewnątrzpaństwowe. Chciałam poznać trochę bliżej postać, która tak mnie mocno intrygowała w filmie (oraz intryguje do dziś). Mianowicie chodzi mi o prezydenta Snowa (Sutherland zrobił na mnie wrażenie! Jego głos oraz minimalistyczna gra jest zjawiskowa!). W książkowych „Igrzyskach...” nie ma o nim za wiele, ponieważ z punktu widzenia trybuta widzimy się z nim może dwa razy. Mam jednak wrażenie, że postać Snowa zostanie rozwinięta w późniejszych tomach, więc cierpliwie czekam. 

W kwestii paringów na razie nie wypowiadam się za kim jestem. Jeszcze na to za wcześnie ;) Aczkolwiek muszę przyznać, że obydwie relacje są bardzo ciekawe. Peeta jest przesłodki, choć czasem nieudolny, za to Gale cóż... to po prostu Gale!

Postaci poboczne zostały także bardzo dobrze wykreowane. Cinna, Haymitch, Effie, Prim, mama Katniss. Każde z nich coś wnosi do tej jakże burzliwej historii. Inni trybuci nie byli może opisani przewspaniale, ale to główna wina ich liczby. Nie da się dobrze i krótko opisać dwudziestu czterech różnych osób. Inne środowisko, inny tok rozumowania. Jeśli chciałoby się w to zagłębić książka musiałaby być zdecydowanie grubsza, a tak jest to zaledwie 350 stron, a wszystko jest czytelne i zrozumiałe.

Na już prawie sam koniec mogę powiedzieć, że ta książka bardzo wpływa na odbiorcę. Czułam się podobnie jak przy czytaniu „Więźnia labiryntu”. Towarzyszyły mi porównywalne schematycznie pytania: Co by było gdyby to mnie wybrali na dożynkach? Ile bym przetrwała na Arenie? (Tak jak i w „Więźniu...”: Co by było gdybym to ja trafiła do Labiryntu?) Jest to książka, która ewidentnie skłania do refleksji. Ten przerysowany, aczkolwiek co śmieszne całkiem realny świat, jest bardzo dobijający. Dobijający, ponieważ zbyt bliski prawdy...

Podsumowując, wiem, że „Igrzyska...” są niesamowicie popularne wśród wielu skrajnie różnych społeczności, więc zdaję sobie sprawę, że moja recenzja nie jest niczym odkrywczym. Pewnie niektórzy czytali ogrom recenzji na temat tej trylogii, jednak po prostu chciałam się podzielić z wami chociażby tym, że na mnie ta książka także wpłynęła i czuje się z tym bardzo dobrze, że wreszcie się z nią zapoznałam. Jestem zachwycona i już sięgam po drugi tom! 


"Wesołych Głodowych Igrzysk i niech los zawsze wam sprzyja!"

_____________________________________________________
Recenzja "W pierścieniu ognia": TUTAJ!
Recenzja "Kosogłosa": TUTAJ!

14 komentarzy:

  1. Cala yrylogia nalezy do moich ulubionych. Mam to szczęście, że zapoznałam się z nia zanim za pośrednictwem filmu staa się ta historia aż taka modna, że tak się wyrażę.
    http://kruczegniazdo94.blogspot.com
    Zapraszam na nowy post.

    OdpowiedzUsuń
  2. Drugi tom jest moim ulubionym, a seria jest obłędna!

    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś przeczytam... obiecuję :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie smuć się! Bo mi od razu smutno :(
      Nie martw się, zakładam że mam o wiele większe tyły z "topowymi" książkami od cb ^^

      Usuń
    2. Mała Pisareczko - ja też nie czytałam, trudno mi się przekonać do świata fantasy, ale kiedyś musi nadejść ten dzień :) "Igrzyska śmierci" są takim hitem, że choćby z przekory je przeczytam :) Pozdrawiam :)

      Usuń
    3. Teraz to już koniec. Wszystkich będę zachęcać do "Igrzysk..."! :)
      W przypadku tych książek to tak naprawdę nie jest to typowe fantasy. Choć nie czytuje go jakoś bardzo dużo, mogę powiedzieć, że elementów fantasy jest dość niewiele. Chodzi głównie o to, że trudno jest przypisać "Igrzyska..." do jakiejś konkretnej kategorii :)

      Usuń
  4. O matulu, jak ja to dawno temu Igrzyska czytałam! Pewnie ze cztery lata będą. Pamiętam, że bardzo mi się podobały (może nie na dziesięć gwiazdek, ale oderwać się nie mogłam) i wraz ze znajomymi odliczaliśmy dni do premiery pierwszej części w kinie, która to odrobinkę mnie zawiodła; po prostu inaczej wyobrażałam sobie cały ten świat. A tak teraz myślę, że w sumie to bym wróciła do tej serii - ale może tym razem w oryginale, bo z tego, co pamiętam, język nie był szczególnie skomplikowany.

    Pozdrawiam,
    medycy nie gęsi, też książki czytają!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam się szczerze, że nie jestem zbyt dobra w czytaniu oryginałów, mimo wszystko jeszcze troszkę trzeba się douczyć języka, ale może kiedyś się skuszę.
      Ehhh i tak to już ze mną jest, że jestem poza jakimkolwiek czasem :D Ciągle nadrabiam.

      Usuń
  5. Zobaczyłam tytuł recenzowanej książki i nie mogłam przejść obojętnie. Po dziś dzień będę pamiętać moment, w którym ostatecznie zakończyłam czytanie Igrzysk Śmierci. To było jakoś w gimnazjum, ciężko było dostać mi się do nich w jakikolwiek sposób, chociaż nawet wcale aż tak bardzo nie kusiło mnie, żeby się za nie zabrać. Dopóki nie ujrzałam całej trylogii na półce szkolnej biblioteki, a były to tomy tak wysłużone, że łatwo było sobie wyobrazić, jak przechodziły z ręki do ręki. Od razu zabrałam się do domu ze wszystkimi trzema częściami. Pierwsze rozdziały nie przekonały od razu, ale... trafiło mnie i zanim się obejrzałam, siedziałam na dworze (bo to lato było), a czytanie pochłonęło mnie bez reszty. Rodzinka śmiała się, że z pasją nadrabiam zaległe lektury, heh. Można tak to ująć, skoro wcześniej omijałam Igrzyska szerokim łukiem. Z reguły nie lubię sięgać po spopularyzowane serie, taki tam fetysz. Cieszę się natomiast niezmiernie z tego, że odhaczyłam dzieło Suzanne Collins, zanim dostało adaptację filmową, której jeszcze co prawda nie oglądałam, ale przez ten fragment [...] Przez to, że oglądałam parę razy „Igrzyska...” w trakcie czytania książki czułam się jakbym znowu oglądała film. Dosłownie scena po scenie. Byłam nawet w lekkim szoku, że scenariusz aż tak zgadza się z książką [...] znowu mam wrażenie, jakby ominęło mnie coś dobrego. Podobnie jak Ty uważam, że wersja papierowa jest dużo lepsza i tyczy się to każdego przypadku.
    W każdym bądz razie zgadzam się z recenzją w całej rozciągłości. Cała trylogia zasługuje na dziesiątkę, i to o wiele mocniejszą. *-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ci bardzo za tak wyczerpujący komentarz!
      Trochę ci zazdroszczę, ponieważ sama chciałabym przeczytać Igrzyska w pierwszej kolejności, aniżeli obejrzeć je jako film, ale z drugiej strony to doprowadziło mnie do książki... więc chyba wcale nie jest tak źle.
      Ja też nie przepadam za czytaniem tych "bestsellerów", nie wiem może to dlatego, że nie lubię czytać ich właśnie wtedy kiedy się o nich tak dużo mówi, a może przez to że wole je czytać wtedy kiedy ja chcę, a nie wtedy kiedy inni uważają, że powinnam mieć już pewne książki za sobą? Trudno powiedzieć..
      Z całego serca jestem za książką, bo choć film jest dobry, to nic nie pobije tego co czuje się podczas czytania niektórych scen.
      W sumie przez dłuższy czas zastanawiałam się czy, aby nie dać Igrzyskom 11/10 :D

      Usuń
    2. Nie jestem pewna, czy 11/10 by wystarczyło ;)
      Rzeczywiście, najpierw przeczytać, a potem obejrzeć - zasadnicza różnica niż w przypadku, gdyby zamienić obie czynności. Wrażenia, odbiór, na dobrą sprawę chyba wszystko wygląda inaczej. Dlatego uparcie będę obstawać za książkami. Szkoda tylko, że większa część społeczeństwa uważa inaczej, nie chcąc nawet zajrzeć do wersji papierowej, bo obejrzeć jest łatwiej. Niektórzy pewnie nie mają nawet pojęcia o istnieniu książki (jak na przykład jeden osobnik z mojej dawnej klasy z gimnazjum, heh).

      Usuń
    3. Heh, że tacy ludzie istnieją..
      Ważne, że niektórzy jak ja sięgają po oryginał :D
      Rzeczywiście różnica jest. Mniej emocji. Na pewno mocniej zareagowałabym na niektóre sytuacje na Arenie, ale cóż.. Trudno, tego już nie zmienię.

      Usuń
  6. Aj, "Nadzieja jest silniejsza niż strach." Igrzyska są w pierwszej trójce moich ulubionych i filmów i książek z tego typu tematyki. Zaraz za Tolkienem i Rowling.

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Na wstępie wiedz, że ogromnie cieszy mnie fakt, iż z jakiegoś powodu znalazłeś się właśnie tutaj.

Wykorzystując, więc już tę jakże wspaniałą sytuację: proszę, zostaw po sobie ślad w postaci komentarza. Dzięki tym paru słowom czy też zdaniom wiem, że ktoś choć podejmuje się próby przeczytania zamieszczonych tutaj tekstów. Także, tym którzy wyrazili swoją opinię na blogu dziękuję z całego serduszka!

Pozdrawiam cieplutko i życzę miłego czytania :)
~Emi✌