poniedziałek, 16 listopada 2015

37. “Lek na śmierć: Tom 3” – James Dashner








Tytuł oryginalny: The Death Cure 
Rok wydania: 2014
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Liczba stron: 388
Okładka: Miękka
Gatunek: Młodzieżowa
Moja ocena: 8/10
+ Ocena całej trylogii: 9/10
 
 
 
 
 
 
 
 
Thomas wie, że DRESZCZowi nie można ufać, ale oni twierdzą, że czas kłamstw już się skończył, że zgromadzili w toku Prób wszystkie dane, jakie dało się zebrać, a teraz chcą przywrócić Streferom pamięć, bo potrzebują ich pomocy w ostatecznej misji.  
 
Streferzy muszą dobrowolnie pomóc uzupełnić mapę, która pozwoli stworzyć lek na Pożogę. 
 
DRESZCZ nie wie jednak, że stało się coś, czego żadne Próby i żadne Zmienne nie pozwoliłyby przewidzieć. Thomas przypomniał sobie dużo więcej, niż przypuszczają. 
 
I wie, że nie może wierzyć w ani jedno słowo z tego, co twierdzi DRESZCZ. 
 
Czas kłamstw już się skończył. Ale prawda jest bardziej niebezpieczna, niż Thomas kiedykolwiek mógł sobie wyobrazić. 
 
Czy ktokolwiek przetrwa poszukiwania leku na śmierć?

Długo zbierałam się do tej części. Oczywiście chciałam poznać prawdę, kto by nie chciał po poznaniu już tak wiele. W pewnym sensie po jakimś czasie czułam się jakbym przeżywała to wszystko wraz z Nimi. Wraz ze Streferami. Poczułam się jakbym należała do tej grupy i jest to jeden z powodów, dla którego uważam tę serię za bardzo dobrą.

Streferzy to największy atut całej historii. Każdy niesamowity na swój sposób. To jak sobie poradzili najpierw w Labiryncie, potem na Pogorzelisku, rozrzucani gdzie popadnie, żeby DRESZCZ mógł sprawdzić jak reagują na pikolone Zmienne oraz ich osobliwy slang, język czy jakkolwiek chcecie to nazwać, to wszystko jest bardzo autentyczne. Są oni po prostu do bólu naturalni i przez to wydaję mi się, że większość z nas może poczuć, że on także jest częścią tej historii. Bo kto wśród tak licznej grupy bohaterów nie odnalazłby choć jednego, który według niego potencjalnie zachowałby się jak on na polu bitwy? Jest ich sporo, jest z czego wybierać i nie są oni bezbarwni, każdy coś wnosi do całości.

Książki należące do trylogii „Więźnia labiryntu” wielokrotnie zawierały w sobie nutkę absurdu. Dlatego też w finale spodziewałam niczego innego jak właśnie czegoś tak dobitnie zaskakujące i przygniatającego do podłogi, że nie moglibyśmy normalnie myśleć. Takie uczucie towarzyszyło mi przy czytaniu końcowych stron pierwszej części oraz początku drugiej. Czekałam także na odpowiedzi, choć ich maleńką cząstkę, aby chociaż spróbować zrozumieć działania DRESZCZu.

DRESZCZ jest dobry.” – Parokrotnie powtarzane zdanie przez wszystkie trzy części. Na początku dość niezrozumiałe, ponieważ wtedy jeszcze nie było wiadomo czym właściwie DRESZCZ jest. Kiedy już nareszcie poznałam całą historię mogę wam z dumą powiedzieć, że (podkreślam moim zdaniem!) te słowa są gówno warte. DRESZCZ nigdy purwa nie będzie dobry. Nigdy. Niósł on za sobą zbyt dużo żalu, cierpienia oraz bólu fizycznego jak i psychicznego, aby zasługiwał na takie miano. Po przeczytaniu „Leku na śmierć” jestem po prostu zła. Mimo, że to wszystko skończyło się jak się skończyło to czuje ciągłe zdenerwowanie. Zdenerwowanie, dlatego że mam świadomość, że tak w przyszłości naprawdę może wyglądać świat, o ile już nie wygląda. Nie będę się w to zagłębiać, żeby się doszczętnie nie zdołować, więc przejdźmy proszę dalej.

Rzeczywiście, „Lek na śmierć” dostarczył nam pewnych informacji, jednak pytania wciąż zostają, odpowiedzi natomiast są trudne do przyswojenia. Tradycyjnie nie obyło się bez zaskoczeń. Głównie niestety tych przykrych, tych które sprawiły mi trochę bólu. No, ale cóż spodziewałam się tych zaskoczeń, w końcu to ostatnia część. Co nie zmienia faktu, że łezka się w oku zakręciła przy niektórych scenach, czasem nawet sama byłam w szoku, że tak reaguję, bądź co bądź troszkę się już zdążyłam przywiązać do niektórych bohaterów, pomimo że nie do wszystkich żywiłam pozytywne uczucia.

Styl autora jest jak dla mnie bez zarzutu. Już od „Więźnia labiryntu” jestem nim oczarowana, co jak na razie nie ulega zmianie.

Pozwolę sobie na krótkie podsumowanie całej trylogii :)
W „Więźniu labiryntu” czułam chyba największą magię. Było w tej części tyle tajemniczości, odkrywaliśmy wszystko wraz z Thomasem, który był tak samo niepewny tego co może się stać za parę chwil w Strefie jak my. Ze względu także na kilkoro poległych już w pierwszej części, chciałabym za jakiś czas do niej wrócić. Przeżyć to jeszcze raz, jednak z dużo większą wiedzą, ciekawe czy odczucia się zmienią?
W „Próbach ognia” było drastycznie, choć może nie aż tak gorąco jak można się było tego spodziewać. Na pewno warunki życia były dużo gorsze co może i w efekcie doprowadziło do tego, że ta część jak dla była średnia. Chociaż nie. Bardziej zdecydowanie chodziło o brak jakiegoś głębszego pomysłu. „Próby ognia” były w pewnym sensie zapełnieniem luki, bo przecież nie można by było z tego zrobić dylogii, prawda panie Dashner.
I wreszcie „Lek na śmierć”, który jest bardzo dobrym zestaleniem całości. Być może nie jest on tak efektowny, ponieważ tutaj można tylko i wyłącznie dobić czytelnika. Na szczęście przez cały czas przewija się promyk nadziei, „normalne” życie. Jednak czy po zobaczeniu tylu śmierci, przeżycia tak wielkiego bólu będą w stanie żyć? Po prostu żyć? I najważniejsze pytanie: Czy doczekają się oni tej wyczekiwanej normalności? Przekonacie się o tym czytając oczywiście całą trylogię ;) 

Na koniec dla tych, którzy nie mieli okazji poznania historii Thomasa i pozostałych: naprawdę zachęcam was do zapoznania się z tą historią, ponieważ mimo że wydaję się to być zwyczajna młodzieżówka, być może coś w was zmieni? Odkryje coś zupełnie nowego i nieoczekiwanego? Jestem także przekonana, że większości oczaruje język Streferów, którego ja czasem aż nadużywam w rozmowach i uwierzcie, najzabawniejszy jest widok ludzi, którzy zastanawiają się dlaczego mówię tak, a nie inaczej :)

"Zabij mnie. Jeśli kiedykolwiek byłeś moim przyjacielem, zabij mnie." - James Dashner ("Lek na śmierć")

________________________________________________________________
Recenzja "Więźnia labiryntu": TUTAJ!
Recenzja "Prób ognia": TUTAJ!

2 komentarze:

  1. Miałam jedynie okazję obejrzeć pierwszą częsć filmu, ktry powalił mnie na kolana. Na drugiej byłam w kinie, niemal o tym już zapomniałam. Oczywiście pragnę przeczytać całą trylogię, aczkolwiek obawiam się, że w tyn roku już tego nie zrobię.
    http://kruczegniazdo94.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała trylogia jest naprawdę cudna, więc zachęcam :)
      Eh.. Znam ten ból, za dużo tych książek!

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Na wstępie wiedz, że ogromnie cieszy mnie fakt, iż z jakiegoś powodu znalazłeś się właśnie tutaj.

Wykorzystując, więc już tę jakże wspaniałą sytuację: proszę, zostaw po sobie ślad w postaci komentarza. Dzięki tym paru słowom czy też zdaniom wiem, że ktoś choć podejmuje się próby przeczytania zamieszczonych tutaj tekstów. Także, tym którzy wyrazili swoją opinię na blogu dziękuję z całego serduszka!

Pozdrawiam cieplutko i życzę miłego czytania :)
~Emi✌