niedziela, 27 grudnia 2015

41. „W śnieżną noc” – John Green / Maureen Johnson / Lauren Myracle










Tytuł oryginalny: Let It Snow
Rok wydania: 2014
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 312
Okładka: Miękka
Gatunek: Młodzieżowa
Moja ocena: 7/10









Trzy gwiazdy literatury młodzieżowej, z kultowym pisarzem, Johnem Greenem na czele, napisały na czas Gwiazdki trzy połączone ze sobą opowiadania.

Punktem wyjścia jest burza śnieżna, która w Wigilię kompletnie zasypuje miasteczko Gracetown. Na tle lśniących białych zasp pięknie prezentują się prezenty przewiązane wstążeczkami i kolorowe światełka połyskujące w nocy wśród wirujących płatków śniegu.

Śnieżyca zamienia małe górskie miasteczko w prawdziwie romantyczne ustronie. A przynajmniej tak się wydaje… Bo przecież przedzieranie się z unieruchomionego pociągu przez mroźne pustkowia zazwyczaj nie kończy się upojnym pocałunkiem z czarującym nieznajomym. I nikt nie oczekuje, że dzięki wyprawie przez metrowe zaspy do Waffle House uda się odkryć uczucie do wieloletniej przyjaciółki. Albo że powrót prawdziwej miłości rozpocznie się od nieprzyzwoicie wczesnej porannej zmiany w Starbucksie. Jednak w śnieżną noc, kiedy działa magia Świąt, zdarzyć może się wszystko…


Jak większość pewnie już doskonale wie, w młodzieżówkach, obecnych bestsellerowych powieściach  wszelkiego gatunku, a w szczególności w romansach jestem do tyłu o wiele, wiele lat. Jednak próbuje nadrabiać! Chciałam przeczytać coś świątecznego chociażby z tego względu, że pogoda w żaden sposób nie nastraja, a ja cóż... sama nie za bardzo czuje klimat świąt. No dobrze, teraz jest trochę lepiej. I to dzięki właśnie tym trzem opowiadaniom, które pożyczyła mi moja przyjaciółka.

Na wstępie jeszcze powiem, że z żadnym z tych autorów wcześniej się nie zetknęłam. Są dla mnie kompletną nowością. Poza tym ocenianie romansideł nie jest moją mocną stroną, ponieważ za dużo ich nie czytuję i raczej czytać nie będę. Ja po prostu wolę kryminały, thrillery i horrory (choć ostatnio wkradło się do mnie dużo młodzieżówek... podejrzane). Wybaczcie mi za to jak i także za te być może „dziwne” oceny.



„PODRÓŻ WIGILIJNA” – Maureen Johnson:     7/10 

Zaczęło się całkiem nieźle. Bardzo spodobał mi się styl Maureen. Ma ona podobny rodzaj humoru do mojego, więc na pewno mogę powiedzieć, że czytało się tą opowieść przyjemnie.

Główna bohaterka nienawidząca swojego imienia (witaj kochana, mamy wspólny problem!) znalazła się w beznadziejnej sytuacji, bo kto by chciał utknąć przez nieudolny pociąg zatrzymany w nocy wśród ciemnicy? Biedna dziewczyna... i to jeszcze w towarzystwie 14 cheerleaderek świecących tyłkami i zachowujących się jak kompletne idiotki. Zgroza.

Relacja Julii i Stuarta była rzeczywiście słodka, ale w tym wszystkim ciągle śmieszyło mnie jak ona może być nadal z Noahem? Pomimo, że o tej postaci za dużo się nie dowiedziałam to jakoś specjalnie nie przypadła mi do gustu. Jednak mówiąc już o pozytywach to niesamowitą postacią była mama Debbie. Co za kobitka! Mało teraz spotyka się takich osób czy to w książkach czy to realnym świecie. Po prostu dobrego, życzliwego człowieka. Takiego, na którego nawet jeśli jest się za co wkurzać to i tak nie potrafisz tego zrobić.

"Nie wiedziałam, co to jest figowy pudding, ale kojarzył mi się z daniem, które stoi i stygnie na samym końcu stołu, bo nikt nie ma na nie ochoty. Jestem jak ono. Zimna, samotna i pewnie z zakalcem."

„BOŻONARODZENIOWY CUD POMPONOWY” – John Green:     5+/10 

I oto doszło do starcia z tym jakże sławnym Johnen Greenem. Było całkiem udane. Naprawdę nie było źle, jednak nie poczułam nic szczególnego...

Cała historia jest prosta i chyba to mnie w niej dobija. Już od pierwszego dialogu w opowieści czułam, że kluczowa więź będzie związana z tymi właśnie osobami. Chodzi jednak o coś innego. Nie mam pretensji do Greena o tą relację, bo taka właśnie miała być tylko o sam sens wyruszenia do Waffle House, ponieważ jak dla mnie sensu w tym nie było w żadnym wypadku. Przy takiej śnieżycy, przy tylu potyczkach na drodze czy było to logiczne iść za wszelką cenę właśnie tam tylko po to by zobaczyć parę pomponiar? No nie sądzę, ale może się nie znam... Sam wyścig studentów, bliźniaków i naszej trójcy był z lekka idiotyczny. To w ostateczności zadecydowało o tej przeciętnej ocenie. Jednak styl Greena sam w sobie nie był zły, więc sądzę, że w najbliższym czasie zabiorę się jeszcze za coś jego autorstwa. (Może za „Gwiazd naszych wina”? Jak myślicie? 


 "Kiedy masz szesnaście lat, musisz być geniuszem w sztuce niedopowiedzeń."


„ŚWIĘTA PATRONKA ŚWINEK” – Lauren Myracle:     8/10 

Zdecydowanie najlepsza opowieść ze wszystkich. Nie wiem nawet z jakiego względu. Chyba po prostu mnie urzekła. Bowiem nie mieliśmy w niej za dużo miłości na samym początku. Znaczy była, ale ta nieszczęśliwa, ta bolesna. Addie bardzo przeżywała to do czego doszło tuż przed pierwszą rocznicą jej i Jeba. Może i trochę za bardzo użalała się nad sobą, ale próbowałam na to patrzeć jak najmniej prześmiewczo, bo miałam wrażenie, że zaraz Addie za karę wyjdzie z książki i mi wygarnie za moje nikczemne zachowanie. Swoją drogą świetna fryzurka Addie! Odważnie.

Na samym końcu wszystkie historie się niesamowicie przyjemnie łączą, ta wspólna scena była naprawdę udana. Czytało mnie się to tak jakbym spotkała dawnych przyjaciół w kawiarni, choć przecież nie minął nawet dzień od ich poznania. To było śmieszne uczucie. Poza tym sama obserwacja tej wymiany zdań, które czasem były niezrozumiałe dla całej reszty, a wręcz powalające dla jednej jedynej pary śmiejącej się w swoim intymnym gronie było przeepickie. To było bardzo miłe uczucie.

"To, co dla jednych jest obłędem, dla innych stanowi gwarancję zdrowia psychicznego."
 

Podsumowując, wszystkie te opowieści zdecydowanie wprowadzają człowieka w świąteczny klimat. Są bardzo przyjemne, jednak nie przesłodzone. Są po prostu dobre i jeśli tylko kochana przyjaciółka nie będzie miała nic przeciwko, chętnie za jakiś czas powrócę do tych historii!

6 komentarzy:

  1. Już od dłuższego czasu polowałam na tą książkę w konkursach, nie udało mi się, jednak "Gwiazd naszych wina"-film jest tak świetny, że po książkę z ogromną chęcią sięgnę. Dużo mądrości i humoru. Muszę się zaprzyjaźnić z tym autorem, może poczekam na Twoje dalsze kroki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To naprawdę przyjemna książka. Rzadko w sumie mogę powiedzieć, że książki są naprawdę ciepłe, oczywiście nie jest jakoś bardzo cukierkowo (na szczęście!), ale po prostu miło :)
      O "Gwiazd naszych wina" już tyle słyszałam, że chyba nie mam większego wyboru. Poza tym pełno moich znajomych posiada tę pozycje także może niedługo się za nią zabiorę.

      Usuń
  2. Do tego tomiku jakoś mnie nie ciągnie... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja najczęściej otwieram się na takie propozycje tylko na wyjątkowe okazje typu np. święta właśnie :D Gdyby nie one i gdyby także nie to, że nie mogłam się wczuć w tegoroczne święta chyba bym jej nie przeczytała. Choć nie powiem, nie żałuję ;)

      Usuń
  3. Niedawno skończyłam ją czytać i najlepiej wspominam pierwszą opowieść, czyli "Podróż wigilijną". Najbardziej zawiódł mnie niestety John Green, ale nie narzekam bardzo z tego powodu ;)


    Pozdrawiam,
    http://miedzypolkami-ksiazki.blogspot.com/2015/12/sylwester-zyczenia-wyzwania-fajerwerki.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też Green trochę rozczarował, ale trudno.
      Może jak poznam go trochę lepiej to już nie będzie takich wpadek :)

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Na wstępie wiedz, że ogromnie cieszy mnie fakt, iż z jakiegoś powodu znalazłeś się właśnie tutaj.

Wykorzystując, więc już tę jakże wspaniałą sytuację: proszę, zostaw po sobie ślad w postaci komentarza. Dzięki tym paru słowom czy też zdaniom wiem, że ktoś choć podejmuje się próby przeczytania zamieszczonych tutaj tekstów. Także, tym którzy wyrazili swoją opinię na blogu dziękuję z całego serduszka!

Pozdrawiam cieplutko i życzę miłego czytania :)
~Emi✌