środa, 30 marca 2016

49. „Mroczne umysły. Nigdy nie gasną: Tom 2” – Alexandra Bracken


http://esensja.stopklatka.pl/obrazki/okladkiks/227138_nigdy-nie-gasna_500.jpg 






Tytuł oryginalny: Never Fade
Rok wydania: 2014
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 477
Okładka: Miękka
Gatunek: Młodzieżowa / Fantasy
Moja ocena: 8/10









Mam na imię Ruby. 
Niektórzy nazywają mnie Liderką, ale tylko ja wiem, kim jestem naprawdę. Potworem.
Przede mną najbardziej ryzykowana misja w moim życiu – wojna, w której stawką jest ocalenie tych, których kocham. Zwycięstwo może oznaczać przegraną bitwę o samą siebie.
Jestem ostatnią z Pomarańczowych i jestem gotowa na wszystko. 

Pierwsza część podobała mi się, nie mogę powiedzieć, że nie. Nie była to jednak książka nad wyraz powalająca. Druga część natomiast niby napisana podobnie, aczkolwiek trafiła chyba do mnie dużo lepiej od swej poprzedniczki.

Od samego początku jesteśmy wrzuceni w wir akcji. Niestety to nie za bardzo mi zagrało. Strasznie ciężko czytało mi się początkowe rozdziały. Próbowałam przystosować się do nowego otoczenia i paru osobliwych twarzy. Nie mogę, więc powiedzieć, że się nie męczyłam, do czasu kiedy to pojawił się pewien bohater, który okazał się być światełkiem w tuneli dla dalszego rozwoju historii. Dzieje się to na samiutkim początku, więc nie jest to chyba tak ogromny spojler, a po pierwszej części można było się spodziewać, że kiedyś w końcu go poznamy. Mianowicie chodzi o Cole’a Stewarta, starszego brata Liama, z którym to Lee nie ma za dobrych relacji. Sama trochę nie wiem co mam o nim sądzić. Na początku miałam wrażenie, że miał być tylko przerywnikiem, który miał nam choć troszkę wynagrodzić brak innej postaci. W zasadzie to trudno mi przyznać, żebym go jakoś przez ten tom wybitnie poznała, więc procentuje on jak na razie jedynie tym, że nosi nazwisko Stewart. Choć to w jaki sposób zwracał się do Ruby było zdecydowanie urocze.


"Z opresji ratuję tylko damy, faceci muszą sami sobie radzić."


Ale w końcu nie tylko Colem ta książka żyje, więc pojawili się także inni, m.in. byli to Jude i Vida. Co prawda także wprowadzeni (w moim mniemaniu) jako zapchajdziury ze względu na brak niektórych bohaterów z pierwszego tomu. Na początku nikomu za bardzo nie ufałam. Tylko Ruby była tą bezpieczną, sprawdzoną postacią, na której mogłam polegać, choć też nie zawsze. Po jakimś czasie przekonałam się do Jude’a, co nie było aż tak znowuż trudne, bo to naprawdę doby dzieciak. Dużo trudniejsza okazała się być Vida, którą określiłabym jako Ruby na początku pierwszej części z końską dawką sarkazmu i waleczności, jednak mimo wielu oporów chociażby przez jej niebieską czuprynę zdołałam ją polubić. A teraz znowu muszę ostrzec przed spojlerem, ale nie byłabym sobą jakbym o tym nie wspomniała, więc uwaga: Czy tylko mi się wydaję, że pomiędzy Vidą, a Pulpecikiem iskrzy i to nie płomieniem nienawiści, a czymś zupełnie odwrotnym? No proszę was, może i ja czasem mam manie wyszukiwania par w tekście na siłę, ale ich naprawdę do siebie ciągnie! :D


"-Cześć, czołem.
-Czołem, cześć, nie daj się zjeść."


Być może jest to subtelne, ale jednak jest. Styl autorki poprawił się! Jest istotnie lepiej niż w „Mrocznych umysłach”, wszystko jest opisywane troszkę bardziej swobodniej, mam wrażenie, że jest także dużo mniej powtórzeń, opisy są bardziej plastyczne, wszystko jest nareszcie spójne i jeszcze przyjemniejsze w odbiorze (pomijając nieznośny początek, brrr).

Przez nowe otoczenie Ruby trochę spoważniała, opanowała swoje moce przynajmniej do takiego stanu, że nie musi martwić się oto co tak ją trapiło w pierwszej części trylogii, choć nadal żyje w stresie. Rozwinęła się fizycznie: w walce, ale i emocjonalnie: stała się troszkę taką maszyną bez uczuć w odbiorze dla innych. Ruby praktycznie wszystko generuje w sobie, nie pozwala ponieść się emocją, bo już wie czym to grozi. Jest natomiast jedno „ale”, które można zdecydowanie nazwać jej słabym punktem, jest to Liam, chłopak dla którego mogłaby zrobić naprawdę wszystko, byleby nie skazać go na takie cierpienie jakie przeżywa ona sama. To jak dla mnie bardzo pozytywna przemiana, dla samego odbioru książki było chyba potrzebne, aby Ruby zdobyła się na takie zmiany w swoim stylu życia.


"To własne wspomnienia, nie duchy, nawiedzają ludzi."


Przypomniała mi się teraz pewna rzecz. Kiedy tak próbowałam sobie przyporządkować do kogoś mi znanego Clancy’ego Graya to prócz twarzy i fryzury - bo to oddzielna sprawa - przypomina mi on bardzo Dandy’ego z serialu American Horror Story (Freak Show). Podobieństwo jest uderzające, przynajmniej dla tych, którzy wiedzą kim Dandy jest i do czego jest zdolny. Z zachowania wszystko się praktycznie zgadza. Ta nieobliczalność oraz od czasu do czasu widoczny obłęd w oczach. Ubiór natomiast u obu panów jest nieskazitelny, elegancki, wręcz pedantyczny, choć niejednokrotnie poplamiony krwią i to nie własną. Co prawda Clany’ego nie nazwałabym psychopatą (chyba jeszcze nie zasłużył sobie na ten tytuł), ale gdy tak patrzę na takiego Dandy’ego jestem skłonna uwierzyć, że i młody Gray byłby zdolny do takich okropieństw, brak mu jednak jeszcze jakiegoś czynnika, który by go na stałe przełamał i utworzył z niego monstrum. Coś czuję, że nie będę musiała na to długo czekać...


"Czasem jedyną chwilą, gdy przeciwnik opuszcza gardę, jest ta, kiedy się na ciebie zamierza."


Moja przyjaciółka jest za Colem i no nie wiem, może w „Po zmierzchu” się do koleżki przekonam, ale mimo tego co stało się z Liamem nadal jestem za nim całym serduchem. Szkoda mi bardzo tego, że został on mimo wszystko z lekka pozbawiony tego czegoś co miał ten słodki Lee z pierwszej części. To było po prostu dobijające patrzeć jak jest taki zagubiony i na swój sposób bezsilny przez to co się z nim stało. Nic na to nie poradzę, wybaczcie. Choć nie, to nie moja wina, protesty proszę pisać do Alexandry Bracken za niezliczoną ilość momentów, za które ja przez cały czas podskakiwałam ze szczęścia i śmiałam się jak głupia. A propos ile tutaj było zwrotów akcji! Dosłownie nie mogłam usiedzieć w miejscu, pisałam do ludzi, którzy przeczytali dopiero pierwszą część, że mają się zająć drugą, bo jest po prostu epicko, no i w taki oto sposób jestem tutaj, piszę recenzję i nie mogę uwierzyć, że jeszcze tylko jeden tom do końca ;-; To takie przygnębiające. Co prawda został jeszcze dodatek, ale i tak mi smutno. Coś czuję, że po przeczytaniu ostatniego zdania „Po zmierzchu” wpadnę w wielgaśny dół, z którego nie będę mogła się wygrzebać przez przynajmniej najbliższy tydzień. Ale to wszystko przede mną, więc sama już sobie zaczynam życzyć powodzenia.


"Drżałam na samą myśl, że los chce mnie uwięzić w świecie, w którym będę ich tracić w kółko, ciągle od nowa, dopóki nie zostanie mi już nawet kawałek niezłamanego serca."


Na temat zakończenia z „Mrocznych umysłów” wypowiadałam się bardzo emocjonalnie. W „Nigdy nie gasną” przyznam się, że ponownie nie spodziewałam się takiego rozwoju wypadków, ale nie czytałam też tego z tak wielkimi wypiekami na twarzy. Moja reakcja była zdecydowanie bardziej stonowana, bo chyba w głębi duszy czułam, że autorka spróbuje ponownie zakończyć tom spektakularnie i rzeczywiście tak było, choć mnie dużo bardziej obchodziła końcówka z wcześniejszej części, ponieważ skupiła się na zupełnie innych postaciach.

Podsumowując, ten tom był lepszy od pierwszej części. Jak zwykle dużo akcji, ale i także sporo wyczekiwanych rozmów. Nowe postaci także nie zawiodły. Nic tylko zabierać się za „Po zmierzchu”!


"Naszym kolorem jest czerń."


______________________________________________________________________
Recenzja "Mrocznych umysłów": TUTAJ!
Recenzja "Po zmierzchu": TUTAJ!

12 komentarzy:

  1. Masz Ci los! Kolejna książka do przeczytania. Nie żeby co, ale czasu coraz mniej. A kysz. Trzeba pić kawę i czytać, wyleżę się w grobie. Ja tu patrze...a tu zmiany. Ale jak cudownie. Pięknie. Tajemniczo i przytulnie. Kocham takie klimaty!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Ci się spodoba ;)

      Usuń
  2. Seria Bracken przede mną. Jeżeli wywoła u mnie tyle emocji, co u Ciebie, to będę wniebowzięta :D http://ksiazkowa-przystan.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to tak zawsze.. Emocji nigdy nie dość :D

      Usuń
  3. Cieszy ten bardziej swobodny styl, o którym piszesz. Rozejrzę się za tą serią. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Odrzuca mnie ta seria, odkąd o niej usłyszałam, sama nie wiem czemu. To znaczy, generalnie nie lubię młodzieżówek, ale często czuje nostalgię jakąś myśląc o nich, a ta po prostu na odległość mnie obrzydza, mimo, że kontaktu z nią nie miałam żadnego.
    drewniany-most.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w zasadzie od tamtego roku zaczęłam czytać więcej młodzieżówek, wcześniej miałam do nich lekki wstręt. Teraz je toleruje, choć nigdy chyba nie nazwę ich moimi ulubieńcami z pośród tylu ciekawszych gatunków :D Młodzieżówki to dla mnie bardziej odpoczynek po jakiejś cięższej lekturze, w zasadzie tyle mogę powiedzieć w temacie, ale rozumiem, czasem też nie wiem czemu, a automatycznie mam jakąś niezrozumiałą blokadę przez książką. Norma ;)

      Usuń
  5. Lepszy tom - dobrze! Nie czytałam pierwszego, ale mam co do niego mieszane uczucia, jedno chwalą, inni ganią. Młodzieżówek teraz wiele i trudno przejść przez gąszcz, by wybrać te naprawdę wartą uwagi. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już zdążyłam na tyle wniknąć do tego świata, że teraz jak sobie pomyślę, że jeszczw powiedzmy miesiąc temu nie znałam tych wszystkich wspaniałości to aż się smutno robi. Z drugiej strony ostatnio naszła mnie myśl, że chciałabym móc przeczytać wszystko od nowa po raz pierwszy :D

      Usuń
  6. Tyle co ja się kiedyś nasłuchałam o tej serii...
    Ale jakoś mnie nie ciągnie.
    Teraz z dystopii mam w planach Igrzyska Śmierci (tak... dopiero), a na Umysły nie poluję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli wybierać pomiędzy Mrocznymi, a Igrzyskami to chyba też wybrałabym Igrzyska. Są trochę mniej schematyczne i szczególnie w Kosogłosie mamy ciekawie opisaną psychologiczną stronę naszej głównej bohaterki :)

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Na wstępie wiedz, że ogromnie cieszy mnie fakt, iż z jakiegoś powodu znalazłeś się właśnie tutaj.

Wykorzystując, więc już tę jakże wspaniałą sytuację: proszę, zostaw po sobie ślad w postaci komentarza. Dzięki tym paru słowom czy też zdaniom wiem, że ktoś choć podejmuje się próby przeczytania zamieszczonych tutaj tekstów. Także, tym którzy wyrazili swoją opinię na blogu dziękuję z całego serduszka!

Pozdrawiam cieplutko i życzę miłego czytania :)
~Emi✌