piątek, 6 maja 2016

50. "Mroczne umysły. Po zmierzchu: Tom 3" - Alexandra Bracken

https://cdp.pl/media/catalog/product/m/r/mroczne-umysly-tom-3-po-zmierzchu-b-iext28536853.jpg






Tytuł oryginalny: In the afterlight 
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo: Otwarte 
Liczba stron: 511 
Okładka: Miękka 
Gatunek: Młodzieżowa / Fantasy 
Moja ocena: 10/10 
+ Ocena całej trylogii: 9/10 








Mam na imię Ruby. Nie mogę oglądać się za siebie. 
Wraz z tymi, którzy przetrwali, kieruję się na północ, aby uwolnić tysiące więzionych dzieci. Gdy jest się odpowiedzialnym za los całego pokolenia, nie ma miejsca na błędy. Jeden fałszywy ruch może wzniecić iskrę, która podpali świat. 



"Czerń jest kolorem pamięci. 
Czerń to nasz kolor. 
Jedyny, którego użyją, by opowiedzieć naszą historię." 


Nawet nie możecie sobie wyobrazić z jak wielkim podekscytowaniem piszę tę recenzję. Jestem w szoku, że to tak szybko minęło i jednocześnie jestem naprawdę ogromnie zaskoczona tym jak całościowo spodobała mi się ta historia, jednak zacznijmy od początku. 

Drugi tom zakończył się dość niespostrzeżenie. Moment jaki sobie wybrała autorka był ciekawy, na swój sposób przełomowy, a ja sama byłam ciekawa jak to wszystko się dalej potoczy. Cieszyłam się za praktycznie każdym skończonym tomem, że mam od razu do dyspozycji następny, ponieważ szczerze mówiąc nie wiem jakbym przetrwała tak długi czas oczekiwań, gdyby przyszło mi zapoznać się z "Mrocznymi umysłami" w terminie. Chyba bym zwariowała! 

Akcja ani trochę nie zwalnia tempa, a może nawet śmiem twierdzić, że jeszcze bardziej przyśpiesza! To jednak nie był dla mnie jakimś wielkim problemem, wręcz przeciwnie, w końcu nasi bohaterowie są tak impulsywni, że taki rozwój wypadków idealnie się do nich wpasowuję. 


"- Czyżbyś opuścił zastępy realistów?
- Pieprzyć realistów. Wstępuję w szeregi ryzykantów."


Styl autorki na początku określiłam jako w zasadzie niczym się nie wyróżniający. Jest tak naprawdę bardzo charakterystyczny tylko dla tego określonego gatunku: leciuteńki. Jednak z tomu na tom zauważyłam różnicę. Alexandra Bracken jak na moje oczko bardzo się poprawiła! Jestem wręcz oczarowana tym jak wykreowała ten brudny świat, świat pełen kłamstw, w które wszyscy wierzą. Dopiero gdy przeczytałam ostatnie zdanie w książce zdałam sobie sprawę jak przywiązałam się do tej historii. Nie sądziłam, że ta więź jest tak silna... Na początku jeszcze dość nieśmiało obserwowałam poczynania Ruby, ten najskuteczniejszy szok objawił się u mnie zdecydowanie przy zakończeniu pierwszego tomu. Wtedy poczułam, że wnikam w ten świat, zadamawiam się wśród tego ciągłego strachu i niepewności jaką czuli nasi bohaterowie przez prawie cały czas. Pokochałam tam dosłownie wszystko co nie zmieniło się, ani troszkę po poznaniu całej prawdy. Teraz czuje się tak dziwnie jak może czuć się człowiek, który stracił kogoś bliskiego. Chcę tam wrócić! Teraz! Zaraz! Już dziś! Lecz po raz pierwszy, a to już niemożliwe... Odczuwam także swego rodzaju pustkę, nie wiem co ze sobą począć. Ciągle w głowie siedzi mi ta irracjonalna myśl, że za chwilę przecież sięgnę po następny tom z kolejnymi barwnymi przygodami Ruby, Cole'a, Liam, Pulpeta, Vidy i Zu. To takie idiotyczne, bo sama sobie zaprzeczam! Nie macie pojęcia jak wielkie czuje w tej chwili rozdarcie ;-; Inaczej mówiąc, przechodzę ciężką odmianę kaca książkowego... 


"-Mógłbyś się ruszyć, słoneczko? - rzucił do Liama. - Wyglądasz jakby cię coś przeżuło i wypluło.
- Spójrz na siebie. Wyglądasz jakby cię coś przeżuło i wydaliło drugim końcem." 


Muszę także przyznać, że mimo wszystko pałałam jakimś rodzajem sympatii do każdego z bohaterów. 

Pokochałam braci Stewart jeszcze mocniej niż wcześniej (o ile to w ogóle możliwe). Jakby to powiedziała Anitka z Book Reviews oni po prostu "rozpierniczają system i to totalnie"! Co prawda miałam do Cole'a pewne obiekcje (2 tom), ale to chyba tylko ze względu na to, że nie zdążyłam go wtedy jeszcze poznać. Nie da się ukryć, że zżyłam się także z nim - "Perełka" na zawsze pozostanie w mej pamięci, jak i jego niezapomniany uśmiech. Wylałam przez niego trochę łez (no dobra, było tego więcej niż trochę), ale nie tylko przez niego czułam się tak, a nie inaczej. Liam, Liam, Liam. Czy ja muszę tu cokolwiek tłumaczyć? Bardzo mi go szkoda, po prostu. Należy on do osób, u których wszystko widać jak na dłoni, każda najdrobniejsza emocja jest automatycznie ujawniana na jego twarzy. Te niebieskie oczy mówią wszystko :) Moje biedactwo zwyczajnie miało ciężko, teoretycznie jak wszyscy nasi bohaterowie, jednak szczerze mówiąc biorąc pod uwagę ile krzywd wyrządziła mu sama Ruby jestem skłonna przyznać mu medal dla najbardziej sponiewieranego - psychicznie - mężulka książkowego w moim osobistym zestawieniu. A pomyśleć, że zaczęło się od niewinnych skarpetek :D 


"Chcę na chwilę o tym zapomnieć. Zostawić za sobą cierpienie. Ostatni raz pragnę uciec gdzieś, gdzie nikt nas nie znajdzie." 


Nie potrafiłabym także zapomnieć o Pulpecie "Charliem" i Vidzie. Oni są po prostu niedopisania! Wspaniali! Uśmiałam się przy ich scenkach po wsze czasy. Jeszcze indywidualnie podchodząc do sprawy: Pulpecika będę pamiętać zawsze za te niesamowite monologi i słodkie zakłopotania. Vidę natomiast będę podziwiać za ogromną determinację oraz waleczność, której powinnam się od niej uczyć. 

Zet, Zu, Suzume. Moja kochana młoda dorosła, która także jest moją wielką inspiracją. Płynie w niej tak wiele dobra pomimo tego, że przeżyła więcej niż nie jeden dorosły. Mocno stąpa po ziemi, choć nadal jest dzieckiem. Niesamowita, niezapomniana, jak i Lee, jest wzorem dla innych. Ich dobroć jak i wiara w ludzi nie powinna zostać pominięta, bo jest to coś niezwykłego oraz niezaprzeczalnego. Empatia na najwyższym poziomie, ciągle rozwijająca się i kiełkująca na nowo. 


"Zmierzam do tego, że mimo całego zła, które nas otacza, uważam, że w samej esencji życie jest dobre. Nie obarcza nas niczym, czego nie bylibyśmy w stanie znieść... I nawet jeśli to trochę trwa, wszystko zawsze kończy się tak jak powinno." 


Już nawet Clancy nie był taki znowuż zły, choć wielu rzeczy nie wybaczę mu nigdy. Przez niego zginęło tak wielu, przejmował się tylko swoim losem (co w gruncie rzeczy nie było takim najgorszym podejściem), jednak on w pewnym sensie nie jest temu winien, aż tak mocno jak można by się było tego spodziewać. Wszystko sprowadza się do tego co z człowieka może zrobić nieodpowiednio dopracowany system. 


"-Ruby, jak wygląda przyszłość? (...) Jude mawiał, że jest jak szeroka droga tuż po deszczu." 


Kim jednak bym była, gdybym nie wspomniała o głównej sprawczyni tego całego procederu. Ruby, Roo, Perełka. Przeszła ogromną przemianę z roztrzęsionej dziesięciolatki do świadomej zagrożenia siedemnastoletniej liderki, rewolucjonistki. Współczuje jej co prawda tego co musiała przejść (Thurmond był niczym obóz koncentracyjny), lecz chciałabym zabrać trochę dla siebie jej woli walki i opanowania, którego musiała się nauczyć, aby kontrolować swe jeszcze rozwijające się moce. Sama nie wiedziała, że mają one taki zasięg, ale nareszcie przestała się ich bać, bo wiedziała, że są jej nieodłączną częścią, choć większość społeczeństwa miała na ten temat odmienne zdanie. Kochana, pozostaniesz w moim umyśle chociażby ze względu na tę sentencję: "Akceptacja, adaptacja, reakcja."

Zapamiętam was wszystkich jak najlepiej potrafię, obiecuję!


"Bo marzyciele zawsze budzą się z koszmarów i zostawiają w tyle nękające ich potwory." 


Wiecie co mnie cieszy w tej całej trylogii? Brak trójkątów, które są już tak nużące, a pojawiają się w młodzieżówkach notorycznie... Tutaj co prawda były zamiary, nawet parokrotne i to przy różnych postaciach, jednak Bracken pozostała przy swej myśli o jednym prawdziwym związki, któremu kibicowałam od początku! Mimo tak krótkiej znajomości nasza para główna, że tak to ujmę stworzyła całkiem dojrzałą relację, tyle że hej! To nastolatki, więc nie zabrakło tu ogromnej impulsywności, emocje wylewają się na każdej stronie. 

Mimo, że ta książka jest podobna do "Igrzysk śmierci" to nie wydaję mi się to być minusem. W rzeczy samej to tylko lekkie podobieństwo, a chodzi o ogólny odbiór, że są to dwa bardzo dobre dzieła pokazujące jak błędy innych wpływają na ogół. Jak wielkie plony daje dobrze przeprowadzona manipulacja. Jak okrucieństwo nadal jest i będzie uznawane za bezkarne, a cierpieć w dalszym ciągu będą ci najzwyklejsi ludzie, którzy chcą żyć i mieć do tego prawo. 


"Rewolucję wygrywa się krwią, nie słowami." 


Zakończenie jest takie jakie powinno być. Bałam się trochę tego czy nie będzie nazbyt sztuczne jak przy np. serii "Więzień labiryntu", ale było naprawdę udane i szczere. Kupiłam końcówkę w 100%, jak i ogólne zamknięcie wszystkich wątków także stąd taka wysoka ocena tego tomu jak i całości. 

Podsumowując trudno jest mi się żegnać z tym uniwersum. Jak widać... Wylałam podczas czytania tej trylogii wiele łez... spowodowanych przez śmiech, ale pojawiały się i te bolesne po stratach najbliższych. Ogrom emocji, moc akcji, może starczy wam czasu na oddech, choć nie jestem tego taka pewna? 
Jest to definitywnie jedna z najlepszych trylogii młodzieżowych jakie w życiu czytałam! 
Ten świat pochłania, uwierzcie mi na słowo ;) 


"Im cięższe staje się serce, tym silniejszy musi być człowiek, by je udźwignąć." 


_____________________________________________________________________ 
Kochani, podziwiam jeśli udało się komukolwiek doczytać do końca. Ta "recenzja" jest tak nieskładna, że aż boli czytać.. Przyznaje się, to jedynie przemyślenia na gorąco, ale czułam, że tak chyba będzie najlepiej dla mnie samej jak wszystko z siebie od razu wyrzucę. Jeśli będzie wam się chciało "to" komentować, jesteście wspaniali! Chyba udało mi się zachować choć pozory normalności? W końcu nie wspominałam o pewnej histerii jaka się u mnie pojawiła przy utracie jednej z ważniejszych dla mnie postaci.. Ups, po co ja tyle gadam?

Co prawda przede mną jeszcze dodatek do serii "Przez ciemność", ale umówmy się.. To już nie będzie to samo, choć przeczytać chętnie przeczytam :) 

A dlaczego taka długa przerwa na blogu? Mogłabym przekonywać was szkołą i innymi obowiązkami i może by nawet udało się kogoś nabrać, ale mówiąc szczerze specjalnie dłużyłam sobie zapoznawanie się z "Po zmierzchu", bo wiedziałam, że rozłąka może boleć, a ja chciałam zostać z bohaterami w świecie "Mrocznych umysłów" ile tylko dałabym radę. Nie można, jednak tego ciągnąć w nieskończoność, sama czułam się winna, ale mogę także się usprawiedliwić tym, że kwiecień bym bardzo zapracowany, więc czasu także było malutko :( 

 + To już 50 recenzja na blogu o.O Jeju.. Kiedy to minęło?! 


Recenzja "Mrocznych umysłów": TUTAJ! 
Recenzja "Nigdy nie gasną": TUTAJ! 

14 komentarzy:

  1. Niestety nie sądzę, by to były moje klimaty :D Jakoś ostatnio mam manie na high-fantasy, ale może w niedalekiej przyszłości uda mi się sięgnąć po Mroczne umysły.

    Gratuluję 50 recenzji :)
    LeonZabookowiec.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Najbardziej zachęca mnie fakt, że mimo podobieństwa do "Igrzysk Śmierci" już w samej recenzji wyczuwam dobry powiew odmiany. Nie mówię przez to, że moje ukochane "Igrzysk..." miały rażące błędy w moich oczach, ale ten ciągnący się trójkącik strasznie mi przeszkadzał, a skoro tu nie doszedł do skutku, to z ogromną chęcią zabiorę się za tą trylogię. Na serio boją się wzroku Pani z biblioteki, jak wejdę tam z przygotowaną listą książek. To już 50 recenzji, tyle pracy i poświęcenia, tyle włożonych sił i pochłoniętych książek. Winszuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też trójkąt irytował i to bardzo.. Tutaj mamy ukochanego chłopaka o pięknych niebieskich oczach oraz wspaniałego przyjaciela, który wysłucha i zrozumie jak nikt inny :)
      Hah, chciałabym zobaczyć tę minę ^^
      Dziękuję Ci ogromnie!

      Usuń
  3. Uwielbiam Mroczne Umysły, pamiętam, że chwyciłam za nie jeszcze przed tym wielkim rozgłosem i zakochałam się <3 Kocham tę trylogię i kocham Cola [*] , niestety opowiadania jeszcze przede mną, ale nie mogę się doczekać :D
    Pozdrawiam :D
    https://books-world-come-in.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cole, moje słoneczko 😄 Trudno go nie kochać! ♡
      Ja też już nie mogę się doczekać dodatku.. Mam nadzieję, że będzie to miłe uzupełnienie tej niezwykłej historii 😊

      Usuń
  4. wspaniała recenzja! bardzo zachęciłaś mnie do sięgnięcia po ten tytuł! :)
    no i gratuluję już 50 receznji! Dużo ich! super!

    zapraszam na moje blogi:
    positivelittlethink.blogspot.com [klik]
    literacki:
    oddech-piora.blogspot.com [klik]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Jak wspominałam wcześniej jestem pod wrażeniem doczytania do końca 😂 Mam nadzieję, że Ci się spodoba ☺
      I dziękuję ponownie! Rzeczywiście już tego troszkę sporo. Czas szybko leci 😧

      Usuń
  5. Strasznie mam ochotę na tę serię :)
    Pozdrawiam,
    Książkomania

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwszy tom tak mnie wynudził, że nie mam ochoty na kolejne...

    OdpowiedzUsuń
  7. Mroczne umysły to była pierwsza dystopia jaką kiedykolwiek przeczytałam - pierwszy to dostałam parę lat temu na Dzień Dziecka, więc mam w tymi książkami bardzo miłe wspomnienia ;)
    Pozdrawiam cieplutko, Lunatyczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo no to cudownie ^^ Moje pierwsze spotkanie z dystopią to były chyba dopiero Igrzyska śmierci z tamtego roku, więc taki ze mnie świeżaczek 😄

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Na wstępie wiedz, że ogromnie cieszy mnie fakt, iż z jakiegoś powodu znalazłeś się właśnie tutaj.

Wykorzystując, więc już tę jakże wspaniałą sytuację: proszę, zostaw po sobie ślad w postaci komentarza. Dzięki tym paru słowom czy też zdaniom wiem, że ktoś choć podejmuje się próby przeczytania zamieszczonych tutaj tekstów. Także, tym którzy wyrazili swoją opinię na blogu dziękuję z całego serduszka!

Pozdrawiam cieplutko i życzę miłego czytania :)
~Emi✌