środa, 18 maja 2016

51. „Powód, by oddychać: Tom 1” – Rebecca Donovan


https://www.matras.pl/media/catalog/product/I/M/IMG1430901117223_66289_3.jpg








Tytuł oryginalny: Reason to Breathe 
Rok wydania: 2014 
Wydawnictwo: Feeria
Liczba stron: 498
Okładka: Miękka
Gatunek: Młodzieżowa
Moja ocena: 5/10









Gdy Emma wraca do miejsca, które nazywa domem, bo nie ma żadnego innego, o którym mogłaby tak myśleć, nigdy nie wie, co ją tam spotka. Tylko wyzwiska? A może bolesne uderzenia? Ile kolejnych ran i siniaków będzie musiała skrywać pod długimi rękawami?

Dlatego Emma nie ma przyjaciół i robi wszystko, by mieć jak najlepsze wyniki w nauce – marzy o dniu, w którym będzie mogła wyrwać się z tego piekła.

Tylko jedna osoba zna jej tajemnicę. Ale jest jeszcze ktoś, kto bardzo pragnie się do niej zbliżyć. Emma jednak za wszelką cenę chce tego uniknąć. Chociaż to rozrywa jej serce na kawałeczki.


"Nikt nie chciał się specjalnie ze mną zadawać, więc trzymałam się z boku. Tak miało być bezpieczniej i łatwiej. Jak do tego doszło, że Evan Matthews z dnia na dzień wywrócił mój stabilny świat?"


Kiedyś coś nie coś słyszałam o twórczości Rebecci Donovan. Podobno piszę ona w sposób niezwykły. Potrafi świetnie przedstawiać trudne tematy w przystępny sposób, a przy tym świat który kreuje jest bogaty o różne szczególiki. Jej historię chwytają za serce. Nic tylko wziąć chusteczki na tę przejażdżkę i czekać na łzy... A jednak niekoniecznie. 

Emma to bardzo zakompleksiona dziewczyna, która jest przepięknym przykładem kolejnego ze znanych schematów wykorzystywanych nagminnie w książkach młodzieżowych. Nie zdaje ona sobie sprawy ze swojej atrakcyjności. Ba, nie myśli nawet o tym, że może się komuś podobać w taki czy inny sposób! Okazuje się, że mimo, iż jest szarą myszą z wyboru to ma w sobie coś przyciągającego, czego oczywiście ona sama nie potrafi dostrzec. Kompleksy, jednak już odstawmy na bok, ponieważ można jej to wybaczyć ze względu na jej skomplikowaną sytuację rodzinną.

Tak oto właśnie zmierzamy do kolejnego schematu... Emma jest dziewczyną, której należy współczuć. Czytelnik ma to tak naprawdę z góry narzucone co później okazuje się być bardzo męczące. Na początku byłam wkręcona w tę historię, poznawałam teren i byłam ciekawa jak zostanie przedstawiona przemoc sama w sobie. Muszę z przykrością stwierdzić, że spodziewałam się więcej mięsa! Co prawda pojawiają się sceny znęcania się nad naszą główną bohaterką (czy to fizycznego czy też psychicznego), ale jedynie przy wprowadzeniu możemy się tym w pełni „nacieszyć”. Dalej tych sytuacji zdarza się stopniowo coraz mniej, ekscytacja powoli topnieje, a w zamian wprowadzana jest rozwijająca się relacja Emmy i Evana. W moim odczuciu wyglądało to mniej więcej tak jakby autorka na ten czas kompletnie zapomniała o istnieniu Carol i George’a – głównych sprawców małych zamachów na Em. To było po prostu dziwne i nie na miejscu skoro podobno książka ta miała skupiać się praktycznie tylko i wyłącznie na chorych relacjach wujostwa z naszą miss szarych mysz. Być może pani Donovan nie chciała nas przytłoczyć tymi makabrycznymi opisami (?), bo muszę przyznać, że jeśli już te ostrzejsze sceny się zdarzały to były naprawdę dobrze poprowadzone, bardzo skrupulatnie opisane i można było poczuć się wreszcie spełnionym.


"Nawet koszmary nocne stały się przewidywalną częścią mojego życia. Zaakceptowałam je.
I szłam dalej.
Żyłam."
 



Nie myślcie sobie teraz, że ze mnie jest jakaś wielka masochistka. Nie. Co prawda lubuje się w mrocznych klimatach i raczej nie czytywałam wcześniej dużo książek z kategorii „dla młodzieży”, ale tutaj naprawdę miałam nadzieję na coś więcej. Na wyciśnięcie każdej kropelki. Potencjał jak dla mnie był ogromny, choć historia raczej nie należy do skomplikowanych, jednak moim zdaniem coś nie do końca zagrało.

Z czym jeszcze miałam problem? Ano nie chcę tak ciągle pluć na Emmę, ale to ona była największą skazą... Przepraszam młoda, ale taka jest prawda. Od połowy książki skrupulatnie stawała się ona coraz bardziej irytująca, przynajmniej w moim mniemaniu. Wtedy to właśnie autorka także porzuciła troszkę temat przewodni, czyli znęcanie się nad naszą biedulką, przez co Emma wypadała tam jak zwykła rozkapryszona małolata, która psioczy że nie może się wymknąć w nocy na imprezę do znajomych jak normalna nastolatka. No ludzie!

Ta książka bardzo przypomina mi poziomem pisania Kochani, dlaczego się poddaliście?. Obecnie kiedy to wciągnęłam się w czytanie opowiadań na Wattpadzie mogę śmiało rzec, że jest to podobny poziom. Przepraszam, oczywiście chodzi mi o tą jaśniejszą stronę tego serwisu – dobre opowiadania, ale jednak nadal zaliczane do klasy B. Poza tym główne bohaterki łączą ich kompleksy oraz ogólna nieporadność życiowa. Obie autorki próbowały zaczynać chyba za trudny dla nich temat, który okazał się być zbyt wielkim wyzwaniem, które je po prostu przerosło. Coś widać w tym jest, ta książka także była dla mnie średnia... – Co do Oddechów oczywiście nic jeszcze nie jest pewne, bo daje jeszcze szansę tej trylogii także może jeszcze zmienię zdanie ;)

Emma to człowiek zagadka. Może to ona ma jakieś ukryte popędy masochistyczne, nie ja? No, bo pomyślcie sobie na spokojnie, kto przy zdrowych zmysłach pozwoliłby na traktowanie się jak ostatnie psie gówno rozjechane na ulicy przez tak długi okres czasu? Ja wiem, wiem łatwo mi mówić. Wcale w tej chwili nie żartuje, bo ten temat jest poważny i należy to trochę nagłośnić, ale może niekoniecznie w taki sposób w jaki robi to pani Donovan. Jej pomysł jest mocno odrealniony i raczej w niczym nie pomoże ludziom pochodzącym z takich rodzin. To takie proste hasła typu: „Dzięki miłości przetrwamy nawet najgorsze” – co z tego, że po drodze ciotka Carol może cię zabić patelnią? Pff, Emma nie przejmuj się, miłość Evana Cię uratuje! Nie, jeśli nic nie zrobi w tym kierunku... To mnie tak bardzo tutaj śmieszyło. Ci którzy wiedzieli o jej problemach, a była to na początku najlepsza przyjaciółka Sara, choć też dowiadywała się prawdy częściowo, mimo to nie zrobiła kompletnie nic. Nie rozumiem tego.


"Moim sposobem na życie było trzymanie nerwów na wodzy, dławienie w sobie emocji i ich wypieranie."


Może to kwestia charakteru, ale na miejscu Sary zadzwoniłabym chociażby na policję lub spróbowała po prostu coś zrobić, aby pomóc Emmie. Em natomiast była przez cały czas płochliwa i to jest całkiem normalne, ale na samym początku – oczywiście nikt nie wie jakby się zachował w tak skrajnej sytuacji – gdybym mogła się z nią na chwilę zamienić to wzięłabym tą głupią patelnie to ręki i przyłożyła wreszcie Carol raz, a dobrze. I tak by się najprawdopodobniej zakończyły rządy tej żmii. To, że baty tej kobiecie się jak najbardziej należą jest rzeczą raczej dla wszystkich nas oczywistą. Czułam obrzydzenie do tej postaci przez całą książkę. Nigdy także nie pojmę jak można czerpać radość z zadawania najbliższym bólu, to chyba pozostanie dla mnie zagadką do końca życia.

Emma i Evan to ciekawa parka, choć od razu widać, że z góry narzucona. Wiadome jest, że będą razem i to nie ze względu na opis, ale to po prostu jest pewne. Co powiedźmy było z lekka denerwujące (?) to ich początki, czyli dziwne komentarze Emmy (tak, dzisiaj dzień narzekania) oraz co śmieszne Evan, którego to wszystko niezmiernie bawiło i był on nią jednocześnie ogromnie zafascynowany – choć jak dla mnie nie było czym się ekscytować. Niemniej jednak ich dalsze poczynania głównie za sprawą wspaniałego Evana są przeurocze i bardzo przyjemnie śledziłam to jak rozwijała się ta relacja. Ten chłopak to zdecydowanie lepsza połowa w tym związku, choć przyznam się, że gdy porównałam sobie go z np. Liamem z "Mrocznych umysłów" to doszłam do wniosku, że ogólnie postaci wykreowane w Oddechach są dość... średnio.

 
"Wolę zachować niesamowite wspomnienia z tych kilku dni spędzonych razem, niż nie mieć ich w ogóle. Mimo świadomości, że ten czas już się nie powtórzy."


Ta historia generalnie wydawała mi się bardzo odrealniona, nie ze względu na temat – większość z nas ma mam nadzieję normalną sytuację w domu, bez bicia i najgorszych bluzg –, ale ogólne wykonanie. Świat nie został wykreowany praktycznie w ogóle, bo to przecież jest USA i tu nie trzeba nic tłumaczyć, wszyscy wiedzą w czym rzecz... Postaci są papierowe, nie czułam z nimi także wielkiej więzi. Pojawia się wiele schematów, także słynne American dream znane z większości filmów amerykańskich o „idealnych życiu”, a przynajmniej do tego najwyraźniej chcę dążyć autorka.

A jednak mimo wszystko bawiłam się przy tej książce naprawdę dobrze! Wiem to dziwne, bo dotąd zmieszałam trochę tę książkę z błotem, ale ta historia była po prostu... odprężająca. Przyjemna chociażby z tego względu, że było sporo momentów, gdzie można było się nieźle pośmiać, ale i pojawiały się także – nieco sztucznie co prawda wywoływane – sceny dramatyczne, gdzie Ci bardziej wrażliwi mogliby nawet uronić parę łez. Co prawda ja przy książce nie płakałam, za to uśmiałam się oraz odpoczęłam, oderwałam od natłoku myśli, a historia Emmy mnie rzeczywiście wciągnęła. Może ta książka nie przyjęła się u mnie tak dobrze, bo ja po prostu nie czytuje typowych new adult? To także chyba w tym rzecz, choć pewna nie jestem... Nie ważne. Nie było źle! Czekam na więcej mięska w „Oddychając z trudem” i mniej migdalenia. Wtedy wszystko powinno być cacy.

Podsumowując, mimo że ta książka ma sporo wad to przeczytam następne tomy ze względu na to, że jestem po prostu ciekawa czy autorce uda się wreszcie pokazać obraz nędzy i rozpaczy tak jak on powinien w rzeczywistości wyglądać, a nie jakieś ugładzone jego wersje.


„Oddech. Oczy mi napuchły, z trudem przełykałam ślinę z powodu guli w gardle. Sfrustrowana własną słabością, wierzchem dłoni szybko otarłam łzy, które wbrew mojej woli spływały po policzkach. Nie mogłam dłużej o tym myśleć. Wybuchłabym.”



__________________________________________________
Recenzja "Oddychając z trudem": TUTAJ!   
Recenzja "Biorąc oddech": TUTAJ!

8 komentarzy:

  1. Już od dawna łapię się na tym, że chcę dotrzeć do tej książki. Konkursy, wyprzedaże. Nic z tego. Twoja recenzja uświadomiła mi, że w sumie to niewiele tracę. Tak dużo oczekiwałam po tej serii. A tu masa rozczarowań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy czego oczekujesz. Ja myślałam, że to będzie bardzo emocjonalna książka dla mnie samej, ważna, ale tych odczuć było o wiele mniej niż się spodziewałam. Może następne tomy będą lepsze..

      Usuń
  2. Ja jakoś od początku nie mam ochoty na tę serię. Czemu? Nie mam pojęcia. Ale moja intuicja rzadko mnie zawodzi... więc póki co odpuszczam. Może jak będzie w biblitoece to się przełamię, ale na chwilę obecną nie.

    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym wypadku nie namawiam zbytnio, choć generalnie wszyscy się zachwycają, więc może to tylko ja mam takie problemy? XD

      Usuń
  3. Bardzo lubię całą trylogię, pewnie jestem nią tak zauroczona, bo to pierwszy raz kiedy spotkałam się z taką tematyką...
    Pozdrawiam serdecznie! :)
    http://natalie-and-books.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam zamiaru spisywać tej trylogii na straty, więc wszystko może się jeszcze zdarzyć ;)
      Jak na razie Oddychając z trudem jest naprawdę ok. Prolog mnie rozwalił. Zaczęłam czytać na przerwie w szkole. Przeczytałam pierwsze zdania i zrobiłam wielkie oczy, aż się ludzie z klasy zaczęli zastanawiać czy wszystko, aby ze mną w porząsiu :D Moja wyobraźnia już od początku dnia musiała działać na wysokich obrotach i nie mogłam się skupić do końca lekcji..

      Usuń
  4. O! Spotykałam się dotychczas z negatywnymi recenzjami tej książki, ale po raz pierwszy ktoś ma podobne odczucia co do wątku bicia Emmy... Dla mnie też było za mało mięsa! Niby to było, ale... nie przekonało mnie to. Chciałam jakiegoś uzasadnienia, większego skupienia się na tej relacji Emma - jej ciotka. A ona tylko rzucała na nią sukami za każdym razem jak ją widziała i było to takie żeby po prostu BYŁO. "Świat nie został wykreowany praktycznie w ogóle, bo to przecież jest USA i tu nie trzeba nic tłumaczyć, wszyscy wiedzą w czym rzecz..." - haha, dokładnie! Mnie w tym przypadku wyjątkowo denerwowała ta cała szkoła w książce... taka stereotypowa, ze chyba bardziej się nie dało. I zgadzam się, Emma chyba naprawdę była jakąś masochistką. No cóż, ja się tutaj rozpisuję, a sama napisałam o niej recenzję :) I o dziwo mam podobnie jak Ty - chociaż książka miała te denerwujące elementy to bawiłam się przy niej dobrze. Tak po prostu.

    Pozdrawiam Cię serdecznie :) Insane, Przy gorącej herbacie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojejku, ale miło c;
      Nareszcie ktoś mnie rozumie! Jeśli chodzi o tę szkołę to w sumie trochę zapomniałam o niej wspomnieć, ale tak to prawda.. Ten typowy wzór amerykańskiej społeczności bił po oczach..
      Dziękuję ogromnie!

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Na wstępie wiedz, że ogromnie cieszy mnie fakt, iż z jakiegoś powodu znalazłeś się właśnie tutaj.

Wykorzystując, więc już tę jakże wspaniałą sytuację: proszę, zostaw po sobie ślad w postaci komentarza. Dzięki tym paru słowom czy też zdaniom wiem, że ktoś choć podejmuje się próby przeczytania zamieszczonych tutaj tekstów. Także, tym którzy wyrazili swoją opinię na blogu dziękuję z całego serduszka!

Pozdrawiam cieplutko i życzę miłego czytania :)
~Emi✌