poniedziałek, 27 czerwca 2016

54. „Biorąc oddech: Tom 3” – Rebecca Donovan



https://woblink.com/storable/pub_photos/572794-oddechy-tom-3-biorac-oddech.jpg







Tytuł oryginalny: Out Of Breath 
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo: Feeria
Liczba stron: 488
Okładka: Miękka
Gatunek: Młodzieżowa
Moja ocena: 10/10
+ Ocena całej trylogii: 6/10









Po trudnych przeżyciach najpierw z dręczącą ją ciotką, a następnie z uzależnioną od alkoholu matką, Emma zupełnie odcięła się od tego, co było. Ale tylko pozornie. Ma nowe życie i nowych znajomych w Kalifornii, a mimo to każdego dnia ścigają ją te same wspomnienia. Broni się przed natrętnymi głosami z przeszłości, również za pomocą tego, czego tak się brzydzi – alkoholu. Tak rozpaczliwie próbuje zapomnieć i ochronić bliskich przed sobą samą…

Co jeszcze ją czeka? Czy nauczy się kochać siebie? Czy wybierze miłość i nadzieję zamiast rozpaczy i mroku? Czy Evanowi uda się ją ocalić? A może zrobi to ktoś inny?


"-Miałaś kiepski dzień, co?
-Kiepskie życie."
 



Nie. Wcale się nie przewidzieliście. Co prawda możecie potrzeć teraz trochę zmęczone oczy, myśląc że zwyczajnie zwariowałam, jednak obecny widok w dalszym ciągu pozostanie niezmienny. Ci którzy mieli okazję zapoznać się z moją opinią na temat poprzednich części z serii Oddechy zapewne wiedzą w czym rzecz, jednak dla ogólnego wyjaśnienia:

Dwie pierwsze książki składające się na tę serię lekko mówiąc mnie nie zachwyciły. Powiem więcej, czytając drugi tom - „Oddychając z trudem” - miałam ochotę rzucać tą książką przez całą długość mojego pokoju byleby tylko jakoś wyżyć się za to, że musiałam zapoznać się z czymś tak bezbarwnym, nijakim. Jak można się, więc domyśleć podchodziłam bardzo sceptycznie do tomu trzeciego, którego to swoją drogą nie miałam ochoty za bardzo czytać. Dlaczego, więc to zrobiłam? To chyba kwestia mojego charakteru, ponieważ nie lubię mieć niedokończonych spraw oraz uznaje też, że jeśli coś już się zaczęło należy to odpowiednio zakończyć, mimo wszystko. Przemogłam się, więc i absolutnie nie żałuje tej decyzji!

Akcja książki rozgrywa się dwa lata po tragicznych wydarzeniach z końca drugiego tomu. Emma jest wyczerpana ciągłym życiem w poczuciu winy w tym czasie, więc próbuje odciąć się od Weslyn. Wyjeżdża na studia, poznaje sporo nowych twarzy i stara się zapomnieć, lecz z marnym skutkiem.


"- Czujesz czasem chęć, żeby po prostu wsiąść do samochodu i jechać przed siebie? - spytałam, zapatrzona w wodę lśniącą w blasku księżyca.
- Skąd byś wiedziała, kiedy się zatrzymać? - odparł Cole(...).
- Pewnie zatrzymałabym się, gdybym znalazła coś, co jest tego warte." 


Ten tom diametralnie różni się od swoich poprzedniczek! Opuszczamy wreszcie dobrze nam znane Weslyn, które przywołuje tylko te najsmutniejsze oraz najboleśniejsze wspomnienia i wraz z Emmą zaczynamy studenckie życie. Jakże potrzebny był ten powiew świeżości zarówno pod względem miejsca pobytu jak i ogólnego otoczenia, w którym obracała się nasza główna bohaterka. Czytając „Oddychając z trudem” odnosiłam wrażenie, że Emma zwyczajnie dusi się w Weslyn, że to miasto ją męczy i potrzebuje ona odpoczynku. Okazało się, że nasza kochana Em nauczyła się przez te lata bawić, jednak na jej nieszczęście przy okazji licznych imprez poznała także prawdziwy smak alkoholu. Dość szybko się to na niej odbiło, ale muszę przyznać, że odkrywanie coraz to nowych obliczy Emmy było naprawdę pasjonującym zajęciem. Pijana Em okazuje się być całkiem znośną dziewczyną, choć wcześniej miałam ochotę ją przynajmniej spoliczkować. Ogólnie rzecz biorąc drugi tom w zasadzie przekartkowałam byleby tylko to wreszcie skończyć, natomiast w przypadku czytania „Biorąc oddech” chłonęłam każde słowo z ogromną przyjemnością oraz zaangażowaniem.

Jak już wcześniej wspomniałam nowe towarzystwo także mnie pozytywnie zaskoczyło. Poznajemy masę wspaniałych ludzi, dzięki którym znów zżyłam się z tą całą historią. Opiekuńcza Meg, pyskata Peyton, nieoczywista Serena – której to wizerunek kompletnie nie odzwierciedla tego co może kryć się w środku – stonowany Cole, oddany Nate, zabawny Brent... Można tak wymieniać i wymieniać, a choć nie są to postaci perfekcyjnie wykreowane wydają się być dużo mniej papierowe od tych wcześniej występujących w serii.

Genialnym zabiegiem użytym w książce było poszerzenie perspektywy o Evana. Dotąd to Emma relacjonowała nam wszelkie wydarzenia zawarte w książkach, natomiast w ostatnim tomie do głosu doszedł także dobrze nam znany niebieskooki. Było to doprawdy fantastyczne posunięcie ze strony autorki! Dzięki takiemu rozwiązaniu poznaliśmy wreszcie co ma do powiedzenia w tej całej sprawie chłopak, którego niektórzy mogli wcześniej traktować jako, hm... dodatek. 


"It’s only a dream(...). Open your eyes and live." 


Biorąc oddech” dało nam szansę na ujrzenie relacji Evana i Emmy od innej, tak sądzę, dużo dojrzalszej strony. Nareszcie wszystkie te wymiany zdań nie były przeżarte fałszem. W końcu mogliśmy w pełni odczuć tę relację.

Patrząc na samą postać Emmy jest to niebywałe jaką przebyła ona trudną drogę oraz jak bardzo się przy tej wędrówce zmieniła. Łatwo jest nam gdybać co by się zrobiło na miejscu takiej dziewczyny. Czy byłoby się dość odważnym do tego, aby przebić się przez mur nawet jeśli wydaje się nam to być proste. Lecz to tylko pozory. Trzeci tom był o tyle trafny, że wydaje mnie się, iż nareszcie pokazał to co powinien oraz w taki sposób jaki powinien. Co prawda nie znajdziemy tutaj już ani grama przemocy - tej fizycznej czy też psychicznej, która to królowała w tomach poprzednich - ale dobijający jest tu ten najprawdziwszy obraz dziewczyny, która musi poradzić sobie po fakcie co uważam za nawet trudniejsze do przedstawienia niż same akty bezprawia. W „Biorąc oddech” nareszcie byłam w stanie zrozumieć Emmę oraz jej czasem wręcz irracjonalne działania, ponieważ nic nie jest tak oczywiste jak myślimy na wstępie. A już na pewno nie dla naszej bohaterki, która przez to, że to bezpośrednio ją dotyczą te krzywdy nie potrafi dostrzec najprostszych z naszej strony rozwiązań. 


"Do oczu napłynęły mi łzy, spływały po rzęsach i po policzkach. Byłam taka zmęczona walką. Zmęczona bólem. Zmęczona poczuciem winy, które nigdy nie da mi spokoju. I żalem z powodu niemożności zmiany tego, co się już stało. Nie chciałam tego życia." 


Wszelkie wymienione wcześniej czynniki wpłynęły na to, że gdy usiadłam do czytania „Biorąc oddech” koło 23 skończyłam dopiero o 8:34 – tak, zapamiętałam dokładnie tę godzinę, ponieważ byłam co najmniej zdumiona tym jakim cudem czas tak szybko minął, a ja zwyczajnie nie dostrzegłam wschodu słońca... Oj, już dawno nie przesiedziałam całej nocy z książką, więc dlatego też nie mogłam dać innej oceny. Historia ta wciągała w sposób dla mnie do tej chwili niepojęty, co nie zmienia faktu, że przetrwałam całą noc bez najmniejszego zmęczenia lekturą, a zakończenie było doprawdy zacne!

Podsumowując, panią Donovan byłam gotowa skreślić już na zawsze, jednak dałam jej ostatnią szansę za co teraz sama sobie ogromnie dziękuję. Myślałam już, że ten czas mogę śmiało uznać za stracony, ponieważ ulotniła tam się w pewnym momencie nawet przyjemność z czytania – przy zapoznawaniu się z drugim tomem - lecz „Biorąc oddech” ewidentnie zaszokowało mnie i „nawróciło” na twórczość Rebecci Donovan :) Jak więc widzicie, książka ta jest dowodem na to, że wytrwałość daje nam niesamowite efekty! Nie zrażajcie się przedwcześnie do czegokolwiek, ponieważ takim oto sposobem można przegapić naprawdę wiele. Chciałabym, więc wam życzyć powodzenia w szlifowaniu tej trudnej sztuki oraz jak zwykle do zobaczenia niebawem! 


"Oddychaj, Emmo. Po prostu się poddaj i ... oddychaj."



__________________________________________
Recenzja "Powodu by oddychać": TUTAJ!
Recenzja "Oddychając z trudem": TUTAJ!

14 komentarzy:

  1. Hm, myślę, że może być ciekawe, ale trzymam się raczej z dala od tego gatunku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze jakiś czas temu też miałam awersje do tego typu książek, więc rozumiem 😉

      Usuń
  2. Jestem bardzo zainteresowana tą serią, niestety jeszcze nie jestem w jej posiadaniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że uda Ci się ją gdzieś upolować ;)

      Usuń
  3. Miałam podobnie - dwa pierwsze tomy były średnie. Choć mi najbardziej nie podobał się pierwszy - główna bohaterka doprowadzała mnie do szału, natomiast trzeci tom był najlepszy. Cała trylogia jest średnia. "Co jeśli..." tej autorki podobało mi się bardziej :)
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po tym co Donovan pokazała w "Biorąc oddech" jestem ciekawa "Co jeśli..." :) Dobrze podsumowane!

      Usuń
  4. Hej, hej! Przybyłam, zobaczyłam i... zostaję. Super blog! Aż chcę się czytać ;)
    Pozdrawiam gorąco ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam tę serię dawno temu, ale nadal ją gdzieś tam pamiętam, i uważam, że to była jedna z pierwszych tych serii na polskim rynku, które czymś szokowały i były dość smutne. Chętnie bym do niej wróciła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby na to patrzeć od tej strony to rzeczywiście.. Obecnie wszyscy rzucili się na dobijające historie, listy pożegnalne, samobójstwo najlepszego przyjaciela i pogodzenie się ze stratą itd.. Oddechy opierają się na czymś zupełnie innym, ale wszystko to łączy smutek. Ciekawe jak to zmieniają się trendy w literaturze młodzieżowej. To też daje do myślenia 😐

      Usuń
  6. Moja koleżanka tak mi obrzydziła tę serię, że już chyba nic mnie nie przekona, aby ją przeczytać :( Jednak skoro ostatni tom jest lepszy to może warto spróbować? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo, że trochę się nawkurzałam podczas czytania drugiej części to jestem w stanie polecić Ci tę serię ze względu na Biorąc oddech. Naprawdę udana książka 😊

      Usuń
  7. Czytałam wszystkie części i bardzo mi się spodobały. Jednak pierwsze częśc była moim zdaniem najlepsza. Co do drugiej to szału nie było, za to trzecia bardziej ciekawsza.
    http://treamicii.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie trzecia pobiła wszystkie poprzednie ^ ^

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Na wstępie wiedz, że ogromnie cieszy mnie fakt, iż z jakiegoś powodu znalazłeś się właśnie tutaj.

Wykorzystując, więc już tę jakże wspaniałą sytuację: proszę, zostaw po sobie ślad w postaci komentarza. Dzięki tym paru słowom czy też zdaniom wiem, że ktoś choć podejmuje się próby przeczytania zamieszczonych tutaj tekstów. Także, tym którzy wyrazili swoją opinię na blogu dziękuję z całego serduszka!

Pozdrawiam cieplutko i życzę miłego czytania :)
~Emi✌