poniedziałek, 1 sierpnia 2016

58. „Byłam tu” – Gayle Forman


http://cyfroteka.pl/catalog/ebooki/0306465/030/cover/N/128175-bylam-tu-gayle-forman-1.jpg






Tytuł oryginalny: I Was Here
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 317
Okładka: Miękka
Gatunek: Młodzieżowa
Moja ocena: 8/10










Historia ta opowiada o osiemnastoletniej Cody Reynolds zmagającej się z utratą najlepszej przyjaciółki. Poszukiwanie odpowiedzi na pytanie: „Czemu Meg odebrała sobie życie?” rzuci Cody w wir podróży tropem przyjaciółki, która z zapyziałego miasteczka wyjechała na prestiżowe studia, ale też na spotkanie z prawdą o niej i o sobie samej, a nawet z wielkim niebezpieczeństwem. Bohaterka będzie zmuszona zakwestionować wszystko, co dotąd uważała za pewnik. Nie tylko swoją relację ze wspaniałą Meg, ale i znaczenie takich pojęć, jak życie, miłość, śmierć i przebaczenie.



"To nie śmierci ani bólu powinniście się lękać, ale strachu przed śmiercią i bólem." 


Byłam tu” przywędrowała do mnie całkiem przypadkiem przy okazji kolejnej wizyty u przyjaciółki. Polecała mi ją, a skoro ona trzymała u siebie na półce moją książkę, „Kochani, dlaczego się poddaliście?” o dość podobnej tematyce uznałam, że czemu by nie zrobić małej wymiany?

W książce mamy do czynienia z młodą dziewczyną, która próbuje zrozumieć co stało się jej przyjaciółce Meg. Jak wiadomo na wstępie Meg popełniła samobójstwo co dla Cody, która relacjonuje nam całą historię było ogromnym szokiem. Czuje się wstrętnie po stracie tak bliskiej jej sercu osoby, więc aby dłużej zatrzymać wspomnienia o przyjaciółce przy sobie pragnie odnaleźć przyczynę jej upadku. 


"Dostałaś stertę kamieni. Wyczyściłaś je do połysku i zrobiłaś ładny naszyjnik. Meg dostała klejnoty i powiesiła się razem z nimi." 


Sama postać Cody była ukazana bardzo naturalnie. Poznawaliśmy jej temperament, ale i tę zagubioną stronę osobowości. Szczerze ją polubiłam. Zdołałam się wczuć w jej reakcje na różne życiowe sytuacje i zrozumieć wszelkie działania, nawet te najbardziej irracjonalne. Natomiast nie brakuje tu wychwalania zmarłej pod same niebiosa, a tym samym zakrzywiony, wyidealizowany obraz Meg. Tyle, że nie wydaje mi się to być jakąś ogromną wadą. W gruncie rzeczy każdy z nas postąpiłby tak samo, wspominał jak najlepiej i jak najbarwniej oraz żył choć na chwilę licznymi wspólnymi wspomnieniami. 

Meg była interesującą osobą – przynajmniej z tego co mówiła nam o niej Cody. Kochała dobrą muzykę oraz... świetliki. Dzięki temu połączeniu dowiedziałam się o pewnym zespole wymienionym w „Byłam tu” i może nie zakochałam się od pierwszego usłyszenia, ale jest to całkiem niezłe garażowe granie wczesnego riot grrrl. Mowa o Heavens To Betsy. Pani Forman, dziękuję bardzo za to odkrycie! Wspaniale się słuchało niepohamowanych krzyków Corin Tucker!
(Z tego też względu macie oto do przesłuchania próbkę możliwości tegoż tworu. Uwaga, tylko dla ludzi o mocnych nerwach i... bębenkach usznych:)






Szczerze mówiąc nie spodziewałam się po tej książce paru poruszanych w niej tematów. Niektóre sprawy mnie zdziwiły, następne przygnębiły, a jeszcze inne zwyczajnie rozzłościły. Może to kwestia tego, że wcześniej się nad tym nie zastanawiałam, ale byłam troszkę zszokowana miejscem, do którego Meg wylewała cały swój żal do świata. Czułam się ohydnie czytając te smutne wiadomości jak i odpowiedzi ludzi, którzy tylko napędzali tę całą machinę.

Postaci występujące w książce nie są wielce oryginalne. To zwykli ludzie, którzy próbują pocieszać naszą Cody, na szczęście nie będąc przy tym nachalni (choć różnie bywało). Nie można ich raczej nazwać papierowymi, ale wykreowani też perfekcyjnie nie są. Polubiłam, jednak znaczną ich część, a co do wątku miłosnego... był bardzo oczywisty, lecz nie stał się przez to drażniący dla oka. A co jeszcze ważniejsze był dość poboczną sprawą w całej historii, nie przysłaniał głównego tematu, co dla mnie także było istotne.  


"Skomplikowane i splątane w jakiś zupełnie popieprzony węzeł." 


Po skończeniu „Byłam tu” próbowałam porównać sobie tę książkę z wcześniej wspomnianym tworem Avy Dellairy, „Kochani, dlaczego się poddaliście?”. W rezultacie ta druga urzekła mnie dużo mniej. Zastanawiałam się z czego to właściwie wynika, bo przecież te książki nie różnią się od siebie tak bardzo. Doszłam, jednak do wniosku, że w „Byłam tu” temat został ugryziony w dużo lepszy sposób. Być może ze względu na to, że Gayle Forman jest bardziej doświadczoną pisarką, a może po prostu tak już czasem jest... Niemniej jednak w obu tych pozycjach można z łatwością dostrzec wiele cech wspólnych.

Styl Gayle Forman nie jest w moim odczuciu ani trochę wyszukany. To lekkie pióro, ale wyróżnia się jakimś takim nieokreślonym ciepłem. Temat jaki poruszyła autorka bardzo łatwo było sprowadzić do suchych faktów, albo też skumulować wszelkie pokłady emocji i zwyczajnie to wszystko przedramatyzować. I choć momentami było może aż za ckliwie to Forman naprawdę wywiązała się z zadania. 


"Stałam się trucizną. Wypij mnie i giń."


Dopełnieniem książki są dopiski od autorki. To co zawarła tam Gayle Forman jest niezwykle ważne. Dzięki tej właśnie wypowiedzi cała historia przedstawiona w „Byłam tu” powinna stać się jeszcze żywsza i prawdziwsza dla nas wszystkich. Co prawda dla mnie pisała ona w tym krótkim tekście dość oczywiste fakty na temat samobójców czy też po prostu osób zmagających się z chorobami psychicznymi. Jednak co dla mnie jest oczywiste dla was wcale takie być nie musi, więc jeśli skończycie już czytać ostatnie słowa tej książki poświęćcie kolejne parę minut na przeczytanie dopisków od Gayle Forman oraz poznaniu powodu, dla którego powstało „Byłam tu”. 


"Odczuwanie swoich uczuć jest aktem odwagi." 


Przez tę książkę przeszłam tak szybko, że nie sądziłam, że będę w stanie znaleźć miejsce na wzruszenia. A jednak! Nie zalewałam się łzami, ale muszę przyznać, że czytając epilog – a dokładniej ostatnią stronę – poczułam to i owo. Akurat uważam, że to nie ze względu na książkę jako taką, ale przez pewne przeżycia o jakich przypomniała mi historia Meg i Cody. Tak, więc ja odebrałam to wszystko bardzo osobiście, a „Byłam tu” dodała mi trochę motywacji do różnych działań za co jestem ogromnie wdzięczna.

Podsumowując, „Byłam tu” przedstawia najważniejsze aspekty omawianego tematu. Każdy z nas może wyciągnąć z tej historii coś dla siebie. Przeczytanie jej zajmuje mało czasu, a można z niej wiele wynieść, także jak najbardziej polecam!  


"Radzenie sobie wcale nie przychodzi łatwo."


____________________________________________________
Tym razem już coś przyjemniejszego... w ocenie.
Jak można się domyśleć "Byłam tu" to wyjazdowa książka, przeczytana w lipcu. Nie chciałam wam nawalać wszystkiego na raz, więc jest dzień po dniu, a że akurat już 1 sierpnia... kto by się przejmował datą ;)
Miejcie dobre życie misiaki!

18 komentarzy:

  1. Czy Ciebie też troszkę rozczarowało zakończenie i prawdziwy powód samobójstwa Meg? Miałam cichą nadzieję, że może ten czynnik, który popchnął ją do odebrania sobie życia będzie jakimś wielkim "bum!" albo czymś mniej oczywistym. I, moim zdaniem, trochę mało dowiedziałam się o Megan, a chciałabym więcej. :/

    Pozdrawiam cieplutko
    http://pierwsza-strona.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to troszkę fakt, o Meg było nawet sporo powiedziane, a mogło więcej, bo wydawała się tak ciekawą osobą.. którą warto by było poznać.. ale cóż trudno.
      Też myślałam, że powód będziw bardziej wyszukany, że to będzie coś innego, takie "Wow!", lecz jakoś bardzo mi to nie przeszkadzało ☺

      Usuń
  2. Nie miałam do czynienia z tą książką, ale wszystko przede mną :)
    Mogłabym Cię prosić o poklikanie w linki w tym poście (Dresslink)? Byłabym bardzo wdzięczna :)
    Może wspólna obserwacja? :)

    http://veronicalucy.blogspot.com/2016/07/off-shoulder-top-and-backpack.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam więc nadzieję, że książka się spodoba 😊
      Jasne, nie ma sprawy.

      Usuń
  3. Cześć! :)
    Jestem tutaj dopiero pierwszy raz, a już mi się spodobało- ten wygląd, do tego przyjemna i niemęcząca oko czcionka :)

    Czytałam poprzednie książki Gayle Forman (tak bardzo popularne "Zostań, jeśli kochasz" i "Wróć, jeśli pamiętasz") i... rozczarowałam się. Wszyscy polecali mi te powieści i bardzo je chwalili, z kolei ja nie odnalazłam w nich nic, co by mnie wzruszało. I to nie z powodu "słabej" historii, czy mojego braku wrażliwości (jestem bardzo empatyczną osobą, hihi). Wydaje mi się, że styl pisania pani Forman mi nie odpowiada, gdyż jest "irytująco lekki" :) Wolę skomplikowane opisy i totalne zagłębianie się w psychikę bohaterów ;)
    Przyznam szczerze, że Twoja recenzja "Byłam tu" zachęciła mnie do sięgnięcia po tę książkę, chociaż niczego nie obiecuję :D Może w sprawach przyjaźni Gayle Forman czuje się lepiej?

    Pozdrawiam i życzę powodzenia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Byłam tu" była pierwszą książką Gayle Forman jaką przeczytałam także w zasadzie nie mogę jeszcze o tej autorce za wiele powiedzieć.
      Ogólnie rzecz biorąc także wole bardziej rozbudowany styl, dlatego tak kocham książki Stephena Kinga, ale myślę, że od czasu do czasu trzeba przeczytać też coś mniej zobowiązującego i lekkiego. Choć ostatnio ciągle czytam takie książki... Muszę wrócić do cięższych pozycji, bo aż mi głupio :D

      +dziękuję Ci bardzo za ten długi komentarz i generalnie za to, że zostajesz na dłużej ;)

      Usuń
    2. Ha! Ja też kocham książki Stephena Kinga, jeden z moich ulubionych autorów :) Muszę przyznać, że uwielbiam również styl pisania Henryka Sienkiewicza- takie długie opisy, trzeba się dokładnie wczytać, żeby dobrze zrozumieć. Chociaż wiem, że wielu moich rówieśników nie cierpi tego pisarza, ale cóż... Chyba jestem odmieńcem :D

      Usuń
    3. Pff nie znają się :D Sienkiewicz jest całkiem ok. Choć Krzyżacy może mnie nie zachwycili to Quo Vadis już jak najbardziej.

      Usuń
  4. Twórczść Gayle Forman ciągle pozostaje mi obca, a to ze względu na swój gatunek. Raczej nie czytam podobnych książek, chociaż zdarzają się sporadyczne wyjątki. Nawiązując do dyskusji powyżej, mnie Henryk Sienkiewicz też zauroczył swoją prozą. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Awww no i mamy kolejnego odmieńca :D

      Usuń
  5. Nie mam jeszcze zdania o tej autorce, bo czytałam tylko kontynuację ,,Zostań jeśli kochasz'', dlatego też od razu zaczęłam czytać recenzję, ale pierwsze dwa zdania wystarczyły, aby mnie odstraszyć. Ostatnio widzę wysyp książek o samobójcach oraz ludziach, którzy muszą sobie poradzić ze śmiercią bliskich. Po prostu już mnie skręca od tych powtórzeń w fabule, a cały ten wątek ,,Muszę się dowiedzieć dlaczego ona to zrobiła'' jest dla mnie taką słabą kopią ,,Papierowych miast'' (w końcu podróże zagadki). Nie sięgnę, ani po ,,Byłam tu'', ani po ,,Kochani, dlaczego się poddaliście?''. Gdyż obydwie książki nie są dla mnie, a druga na dodatek jest powieścią epistolarną, a ja po przeczytaniu ,,Love Rosie'' mam spore wątpliwości do tego czy taka lektura jest wstanie poruszyć tak jak zwykła proza.

    Wielopasja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zasadzie to też męczą mnie już owe trendy jakie wystąpiły w literaturze młodzieżowej, dlatego chyba powrócę znów do zdecydowanie bardziej odpowiadających mi gatunków :D
      Generalnie to i tak jakiś cud, że przeczytałam coś w miarę nowego i "na czasie", najczęściej nadrabiam, więc może co jakiś czas historia o samobójcach nawet w tak lekkim ujęciu nie będzie taka znowu zła?
      Ja akuratnie bardzo lubię powieści epistolarne, ale jak wiadomo każdemu może odpowiadać coś innego ;)

      Usuń
  6. Słyszałam wiele opini, nawet czytałam kiedyś jej recenzje, ale ... Po porady mnie do niej nie ciągnie. Uwielbiam fantastykę i książki Forman, nawet nie wiadomo jak zachwalane, wydają mi sie nudne. Muszę kiedyś spróbować przeczytac cos z tego typu, ale nie chce zaczynać od tej ;)
    Pozdrawiam!
    http://fanofbooks7.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej czytać to co nas interesuje, a nie dlatego, że jest znane :D

      Usuń
  7. "Playlist for the Dead" o podobnej tematyce trochę mnie rozczarowało, a przy okazji doszłam do wniosku, że nie za bardzo lubię czytać o samobójcach, więc teraz mam pewne opory przed tego typu książkami. Nie mówię nie, zwłaszcza że "Byłam tu" zapowiada się całkiem nieźle, ale raczej nie będę się za nią szczególnie rozglądać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na razie nie zrażam się, choć na pewno nie będę czytać o takich historiach seryjnie, bo to nie ma większego sensu. To nadal są młodzieżówki, więc też nie można spodziewać się po nich perfekcyjnego ujęcia tematu, ale "Byłam tu" jest naprawdę w porządku ☺

      Usuń
  8. Dużo słyszałam o książkach Forman, ale wątpię bym miała kiedykolwiek po którąś z nich sięgnąć - nie moja tematyka, nie moje klimaty. ;)
    medycy nie gęsi, też książki czytają!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat potrzebowałam czegoś pseudo-lekkiego ☺

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Na wstępie wiedz, że ogromnie cieszy mnie fakt, iż z jakiegoś powodu znalazłeś się właśnie tutaj.

Wykorzystując, więc już tę jakże wspaniałą sytuację: proszę, zostaw po sobie ślad w postaci komentarza. Dzięki tym paru słowom czy też zdaniom wiem, że ktoś choć podejmuje się próby przeczytania zamieszczonych tutaj tekstów. Także, tym którzy wyrazili swoją opinię na blogu dziękuję z całego serduszka!

Pozdrawiam cieplutko i życzę miłego czytania :)
~Emi✌