poniedziałek, 14 listopada 2016

59. "Ostatnia piosenka" - Nicholas Sparks

http://cdn.virtualo.pl/media_images/large/172835.jpg 







Tytuł oryginalny: The Last Song 
Rok wydania: 2009 
Wydawnictwo: Albatros 
Liczba stron: 448 
Okładka: Miękka
Gatunek: Literatura piękna 
Moja ocena: 10/10









Życie siedemnastoletniej Ronnie Miller wywróciło się do góry nogami, gdy jej ojciec postanowił porzucić karierę i wyjechać do niewielkiego miasteczka w Północnej Karolinie. Jego ucieczka oznaczała koniec małżeństwa Millerów. Trzy lata później Ronnie dalej nie chce mieć nic wspólnego z ojcem i nie utrzymuje z nim kontaktu.

Nieoczekiwanie matka wysyła dziewczynę i jej młodszego brata, Jonaha, by spędzili wakacje w Wilmington. Dla Ronnie to ciężka próba - przyzwyczajona do Nowego Jorku, zakochana w jego nocnym życiu i modnych klubach, musi zmierzyć się nie tylko z niechęcią do wiodącego spokojne życie pianisty i zaangażowanego w budowę miejscowego kościoła ojca, ale również z senną atmosferą nadmorskiej mieściny. Wszystko wskazuje na to, że to będzie najgorsze lato w jej życiu...


"Trzeba coś kochać, żeby to znienawidzić"


Zapewne trudno będzie wam w to uwierzyć, ale tak, od skończenia "Byłam tu" nie przeczytałam kompletnie nic. Myślicie sobie: "Jak to możliwe?", ano możliwe, możliwe... Czas tłumaczeń minął bezpowrotnie, a ja nie mam zamiaru ponownie niepotrzebnie tego rozgrzebywać. Powodów było wiele, jedne poważniejsze drugie wręcz błahe, a wszystko sprowadza się do niemożności ułożenia sobie myśli z mojej strony przez długi czas. No cóż, trudno, lepiej przejdźmy do tego co ważniejsze, czyli naszej dzisiejszej gwiazdy :)

"Ostatnią piosenkę" zaczęłam czytać jeszcze w wakacje, a skończyłam w zasadzie w październiku, jednak recenzja zawitała do was dopiero teraz. Troszkę to pokręcone nie sądzicie? Nie jest to kwestia tego, że jest to powieść trudna podczas czytania, bo absolutnie nie można ją takową nazwać, albowiem styl Nicholasa Sparksa jak już wspominałam wcześniej przy omawianiu jego "Jesiennej miłości" jest bardzo przystępny, prosty, ale solidny. Jest to książka, którą śmiało można pożreć za jednym razem, no, ewentualnie za dwoma i wybaczcie, ale swoich dziwnych postępowań w ostatnich miesiącach tłumaczyć już nie zamierzam.


"Prawda tylko wtedy coś znaczy, gdy trudno się do niej przyznać!"


Historię tą znałam na długo przed przeczytaniem książki, ze względu na film, który choć oglądałam dawno, pamiętałam że wywarł na mnie spore wrażenie. Było to dobre parę lat temu, więc nie trudno przyznać, że miałam w tamtym momencie dużo mniejszy bagaż doświadczeń na swoich barkach. Teraz kiedy poznałam na nowo Ronnie i kiedy w zasadzie jesteśmy równolatkami, a domiar na początkowo czytałam tę książkę w sierpniu, chłonęłam z niej dosłownie każde słowo jeszcze bardziej czując wakacyjny klimat za oknem.

Wydaje mi się, że Ronnie jest na tyle uniwersalna, pomimo wszystko że bardzo łatwo mam przychodzi identyfikowanie się z nią, szczególnie jeśli jesteśmy obecnie w podobnym wieku do naszej głównej bohaterki. Dziewczyna ta bowiem boryka się z typowymi problemami dla swojego wieku, jest pokazana od strony dobrej jak i bardzo złej. Jej przemiana jest cudownie uwydatniona na samym końcu, gdzie możemy podziwiać to kim stała się przez te wszystkie nieoczekiwane zmiany, które zaszły w jej życiu w ciągu tego jednego lata w cichym miasteczku. Wspaniale pokazane zostało tutaj jak każde nawet najmniejsze przeżycie wciąż kształtuje nas oraz naszych bliskich. 


"Ostatnio wiedział jedynie to, że jest całkiem zwykłym człowiekiem w świecie, który uwielbia niezwykłość, i ta świadomość budziła w nim lekkie rozczarowanie życiem, które dotąd prowadził."


Prawdę mówiąc w "Ostatniej piosence" raczej polubiłam tych co powinnam, to samo zresztą tyczy się znienawidzonej części postaci. I mimo, że Ronnie może wychodzić na prowadzenie w mojej własnej klasyfikacji ulubieńców, to jednak przegrała walkę o pierwsze miejsce ze swoim rodzicielem, Stevem.

Ojciec Ronnie to jedna z tych postaci, których się po prostu nie zapomina. Dzięki temu, że od początku wiedziałam do czego rzeczywiście zmierza cała ta historia oraz wątek rodzinny, że tak to ujmę, dopatrywałam się różnych smaczków podczas lektury. Zauważałam jeszcze bardziej to jak dobrym człowiekiem okazał się być, w pełni wyrozumiałym, nigdy nie podnoszącym głosu rodzicem, dopasowującym się do sytuacji, ale także jak mniemam wartościowym kompozytorem, kimś z ogromną pasją, którą przez cały czas była muzyka, choć też nie tylko ona. I wydawać by się mogło, że to opis wyidealizowany, bo przecież nie ma ludzi bez skaz, a jest to święta prawda, jednak Steve miał tych wad na tyle niewiele, że z wielkim trudem przyszłoby mi wymienić tu choć na siłę jedną. Kocham tę postać, jest to wzór książkowego rodzica, którego obecnie żaden inny bohater przebić nie jest w stanie. Pozostanie w mojej pamięci doprawdy nie boje się rzec wręcz na zawsze. 


"Ludzie tak łatwo nie zmieniają upodobań. Lubią, co lubili, nawet jeśli nie rozumieją dlaczego."


Tak samo jednak na parę słów tutaj zasługuje brat Ronnie, Jonah, który także został świetnie wykreowany przez autora. Jego zapalczywość do pracy z ojcem była godna nie jednej pochwały, bo przecież tworzenie witrażu to nic prostego. Oczywiście Will także musi zostać tutaj wymieniony, bo zapewne bez jego pomocy nasza główna bohaterka nie przeszłaby aż tak wielkiej przemiany. Blaze czy też Marcus, generalnie rzecz biorąc postaci poboczne, każdy z nich był przemyślany od początku aż do samego końca. Podziwiam za to ogromnie autora, za tę szczegółowość w tworzeniu i konsekwencję. Wszystko było przedstawione po coś, nie było tam miejsca na rozdrabniania.

Rozwiązanie wątku rodzinnego jak można się domyśleć doprowadziło mnie do morza, a nawet oceanów łez - pomimo że zdawałam sobie sprawę z zakończenia już wcześniej. Śmiem twierdzić, że film nie jest w stanie już wywołać u mnie tylu emocji jak ostatnie powiedźmy 70 stron książki. Zawartych jest tam wiele przemyśleń, które siedziały także i mojej głowie, ale jak sądzę nie tylko mojej, ponieważ z tym tematem ma do czynienia niestety coraz więcej rodzin. I właśnie te myśli przemówiły do mnie najbardziej, szczególnie w tym momencie życia, kiedy to już minęło trochę czasu, a ja sama zdążyłam już (jak zresztą obecnie praktycznie każdy z nas) uczestniczyć w takich "wydarzeniach". Co ważniejsze ta powieść nie ma za zadania nas dobić, a skłonić do przemyśleń nad podstawowymi wartościami moralnymi, ma nam dać nadzieję oraz być może nawet wyprowadzić z pewnych wątpliwości, kto wie? 


"Kim była? I czyje życie wiodła?"


Podsumowując, "Ostatnią piosenkę" zapamiętam na długo. Jest to historia, do której jak mniemam będę wracać, ponieważ jest przepełniona najróżniejszymi emocjami oraz jest na tyle uniwersalna w treści, że nie sposób nie odnaleźć w niej choć części, w której nie będziemy się w stanie zidentyfikować z naszymi bohaterami. Jestem więcej niż zadowolona, że udało mi się sięgnąć po tę książkę, bo właśnie dla takich powieści warto czytać! Polecam cieplutko. 


"Życie, uświadomił sobie, bardzo przypomina piosenkę. Na początku jest tajemnica, na końcu - potwierdzenie, ale to w środku kryją się wszystkie emocje, dla których cała sprawa staje się warta zachodu."


_________________________________________
Hej miśki!
Szczerze, czuje się troszkę jakbym wyszła z wprawy pisania do was :D I jest mi tak cholernie wstyd, jeju.. W kwestii dalszych wyjaśnień:
Recenzja "Mistrza i Małgorzaty" pojawi się na blogu, jednak w terminie bliżej nieokreślonym, bo przez omawianie jej w szkole jakiś czas temu sama już nie wiem co o niej napisać, skoro mówiłam o niej już tak wiele na lekcjach.. No zobaczymy jak to będzie. Pomyślę jeszcze o Werterze, a jak na razie czeka na mnie "Klątwa tygrysa", także mam nadzieję, że tym razem Wattpad nie wciągnie mnie już na zawsze do swojej otchłani (co prawda bardzo lubię tę stronkę, jednak powiedźmy sobie szczerze, prawdziwych książek jest tam jak na lekarstwo :D).

To do następnego!

12 komentarzy:

  1. Czytałam jakiś czas temu, zresztą film również oglądałam. Książka należy do moich ulubionych

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie, nie nie... Nie znoszę Ronnie. Uwielbiam Sparksa. Zawsze tworzył ciekawe postaci, interesujące... a Ronnie dla mnie wcale nie była uniwersalna tylko typowa. Typowa nastolatka, która nie znosi całego świata i ma do wszystkich pretensje. Dopiero kiedy mądrzeje staje się zjadliwa. Co więcej, byłam w wieku Ronnie kiedy czytałam tę książkę, nie wiem, może tylko ja ją tak odbierałam. W każdym razie przez jej postać odbiór historii był... ciężki. Nie zmienia to faktu, że historia sama w sobie była dobra. Ale od Sparksa czytałam lepsze :)

    Pozdrawiam, Przy gorącej herbacie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różnie to bywa, najgorzej to właśnie jak nie podpasuje główny bohater, ja dlatego nie mogę zabrać się chociażby za "Wierną".. Mniejsza z tym :D
      A co ciekawego czytałaś Sparksa? :D

      Usuń
  3. Od dawna mam w planach przeczytać coś Sparksa, niestety na razie mi się jeszcze nie udało :(. Ale oglądałam ''Szkołę uczuć'', która mi się bardzo spodobała i kiedy dowiedziałam się, że to na podstawie książki to postanowiłam, że sięgnę po ''Jesienną miłość'', a swoją drogą ''Ostatnią piosenkę'' też miałam w planach, ale tych filmowych, no, ale książka pierwsza! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak zaczęłam swoją przygodę ze Sparksem 😂😂 No cóż.. Szkoła uczuć to najwyraźniej popularny film 💔
      A Sparksa czytaj, oj czytaj, bo zdecydowanie warto ^ ^

      Usuń
  4. To była pierwsza i jedyna książka Sparksa jaką przeczytałam i nie dlatego, że mi się nie spodobała, a wręcz przeciwnie - spodobała mi się za bardzo i teraz trochę boję się sięgnąć po inne książki autora, bo wiem, że będę ryczeć jak głupia.
    Film tez oglądałam przed książką i był świetny, ale książka była lepsza :) Tak jak piszesz, była bardziej emocjonalna i skłaniała do głębokich przemyśleń.
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja napewno zabiorę się jeszcze za coś Sparksa, bo "Ostatnia piosenka" dodała mi naprawdę wiele zachęty ☺

      Usuń
  5. Ale wysoka ocena :) ja CHYBA oglądałam film. Teraz już nawet nie pamiętam. Tak czy siak, książki na pewno nie czytałam, bo nie czytałam nic od Sparksa, a planuję. Oj planuję od bardzo dawna :)
    pozdrawiam, http://ksiazkowa-przystan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, no wiesz, nie ma to jak ten nagły przypływ emocji :D
      Wtedy wszystko jest 10/10 :D
      Co nie zmienia faktu, że to była naprawdę dobra książka!

      Usuń
  6. To była pierwsza książka tego autora, którą przeczytałam. Bardzo mi się ona podobała. <3 ♥ Chociaż, podobnie jak Ty, obejrzałam wcześniej film. ;)

    Jools and her books

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Na wstępie wiedz, że ogromnie cieszy mnie fakt, iż z jakiegoś powodu znalazłeś się właśnie tutaj.

Wykorzystując, więc już tę jakże wspaniałą sytuację: proszę, zostaw po sobie ślad w postaci komentarza. Dzięki tym paru słowom czy też zdaniom wiem, że ktoś choć podejmuje się próby przeczytania zamieszczonych tutaj tekstów. Także, tym którzy wyrazili swoją opinię na blogu dziękuję z całego serduszka!

Pozdrawiam cieplutko i życzę miłego czytania :)
~Emi✌